Koło Dziennikarskie

POŚWIĘCENIE NIE ZNA GRANIC

28 października klasy mundurowe z naszej szkoły miały okazję zobaczyć film autorstwa Jana Komasy pt. „Miasto 44”. Powstanie Warszawskie jest jednym z najważniejszych, wydarzeń historycznych w dziejach Polski. Film, który mieliśmy okazję obejrzeć w łódzkim kinie Cinema-City, jest swoistym hołdem dla wielu „cichych” bohaterów. Honorowy patronat nad filmem objął Prezydent RP Bronisław Komorowski. Zdjęcia do filmu trwały równo 63 dni, czyli tyle, ile powstanie warszawskie. Ten zryw narodowościowy „pochłonął” tysiące ofiar.
19 września tego roku odbyła się premiera filmu „Miasto 44”. Przez plan przewinęło ponad 3000 statystów. Budową dekoracji zajęło się 10 odrębnych ekip, które do zainscenizowania zniszczonego miasta użyły 5 tys. ton gruzu. Obsada filmu została wybrana w serii ogólnopolskich castingów, w których wzięło udział ponad 7000 osób. W rolę „Beksy” wcielił się Antek Królikowski. Maurycy Popiel odegrał rolę „Górala”. „Miasto 44” to film o miłości, młodości i walce. Naszym skromnym zdaniem „Miasto 44” jest jedną z lepszych inscenizacji walk do jakich doszło na terenie naszego państwa. Każda ze scen skupia uwagę widza. Efekty specjalne, dodają „magii” całej historii. Scena erotyczna pomiędzy Stefanem a Kamą została wzbogacona dubstep’ową muzyką autorstwa Skrillexa. W postać Kamy wcieliła się Anna Próchniak. Pocałunek Stefana i „Biedronki” w efekcie slow motion tworzył romantyczny nastrój. Rola „Biedronki” została odegrana w urzekający sposób przez Zofię Wichłacz, nagrodzoną podczas tegorocznego Festiwalu Filmowego w Gdyni, za tę kreację właśnie. Sceny miłosne ukazują nam fakt, iż ludzie mimo nieustannych bojów o Polskę potrzebowali bliskości drugiej osoby, która dawała im siłę do dalszej walki. W filmie śledzimy też historię miłosngo „starcia” o względy Stefana, w którego postać wcielił się Józef Pawłowski. Z jednej strony „Biedronka”, która była gotowa poświęcić swoje życie, by uratować ukochanego, zaś z drugiej pełna temperamentu Kama, której wdziękom nie oparł się Stefan. „Biedronka” swoje „złamane serce” postanowiła scalić, poprzez opiekę nad poszkodowanymi dziećmi, przebywającymi w szpitalu. W tej produkcji ważną rolę odgrywa również przyjaźń. Bardzo wzruszył nas moment, w którym „Beksa” chcąc ocalić życie swojego przyjaciela Stefana, stał się „żywą tarczą”… Dzięki takiej postawie, poświęcenia, które nie ma granic Stefanowi udało się przeżyć.
Film składa się z kilku interesujących wątków, które razem tworzą idealną całość. Idąc do kina nie spodziewaliśmy się tego, iż wywrze na nas tak ogromne wrażenie. Wzruszenie na nim jest chyba najlepszym potwierdzeniem tego, iż dotarł do najgłębiej skrywanych pokładów wrażliwości widza. Jeśli chcesz iść do kina i zastanawiasz się „Jaki wybrać film?”… serdecznie i z pełną odpowiedzialnością polecamy film „Miasto 44”.
EWELINA ZAREMBSKA 
FABIAN ZARZYCKI
KL. II DLO

Co nowego?

„MIŁOŚĆ W HORRORZE POWSTANIA”

„Miasto 44” to wysokobudżetowy film Komasy, który jest także reżyserem „Sali Samobójców”. Premiera „44” miała miejsce 19 września 2014 r. Przygotowania do filmu odbywały się prawie osiem lat. Zdjęcia trwały równo 63 dni – czyli tyle, ile Powstanie Warszawskie. Na planie gościło blisko trzy tysiące statystów. Nad tworzeniem dekoracji czuwało mnóstwo osób. Dla ukazania miasta sprzed 70 lat wykorzystano niemal pięć tysięcy ton gruzu. Obsada została wybrana podczas castingów m.in.: w Suwałkach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, w których udział wzięło ponad siedem tysięcy osób. Moim zdaniem reżyser perfekcyjnie dobrał obsadę. Gra aktorów godna jest oklasków.
„Miasto 44” pojawiło się na kinowych ekranach prawie w 70 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Jan Komasa, którego dziełem jest wspomniany film, zamierzał ukazać uczucia i emocje ludzi żyjących w Warszawie podczas powstania. Chciał uświadomić współczesnemu społeczeństwu nie tylko oficjalny akt bitwy, lecz zagłębić go w tajniki wzruszeń i smutku ówczesnych obywateli. Nie mogę pominąć faktu, że film, oparty jest głównie na Powstaniu Warszawskim. Cofa on klepsydrę czasu do tamtych wydarzeń. Jednakże reżyser nie pominął wątków miłości. Miłości, która ukazana jest w bardzo trudnych i ciężkich, prawie trzech miesiącach roku 1944. Miłości, która niejednokrotnie wystawiana była na próbę. W tym momencie nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jakie emocje tkwiły w autentycznych uczestnikach powstania. Lecz według mnie wątki tego uczucia były wielkim emocjonalnym „trójkątem”. Główny bohater, Stefan Zawadzki, w którego rolę wcielił się Józef Pawłowski spotykał się z Kamą (Anna Próchnik). Ważna dla niego była również dziewczyna o imieniu Biedronka (Zofia Wichłacz). Obie były bardzo wartościowymi oraz pięknymi kobietami. Stefan sam do końca nie wiedział, którą kocha. Biedronka była z natury skromna i cicha. Natomiast Kama to dziewczyna pewna siebie, posiadająca mocny charakter. Od samego początku miałam nadzieję, że główny bohater będzie z Kamą, lecz on zakochiwał się coraz mocniej w Biedronce. Jednak doczekałam się apogeum uczucia między Stefanem i Kamą. Mowa tutaj o erotycznej scenie z ich udziałem, która wydarzyła się w rytmie utworu Skrillexa. Wywołało to uśmiech na twarzy, ponieważ podczas tak burzliwych chwil, dwoje ludzi znalazło czas dla siebie.
Było również dużo innych scen, które nadzwyczajnie zapadły mi w pamięć. Robiły one nadzwyczajne wrażenie. Epizod, w którym oficer niemiecki zabija mamę i brata Stefana z pistoletu prosto w głowę był wstrząsający. Bohater był naocznym świadkiem tej zbrodni. Nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Jego najbliższa rodzina już nie istniała. Uważam, że ta scena daje dużo do myślenia do tego stopnia, że współczesne społeczeństwo może zacznie rozumieć, doceniać wartość rodziny.
Następna sytuacja, która od samego jej wspomnienia wywołuje u mnie dreszcze, to wątek z deszczem ludzkiej krwi. Było to niesamowicie przerażające i wstrząsające, i wydawać by się mogło, iż nic straszniejszego miejsca mieć nie będzie. Jednak miało. Oglądając seans, siedząc w wygodnym fotelu, nie można odczuć w stu procentach tego, co działo się w 1944r. podczas powstania. Nie przeżywa się prawdziwego bólu, prawdziwych emocji, prawdziwych łez.
Scena, która przeraźliwie budziła grozę w odbiorcach to chwila ukazana w kanałach. Biedronka miała klaustrofobię. Owy epizod ukazuje nam doskonale, że powstańcy musieli radzić sobie ze swoimi słabościami.
Muszę wspomnieć również o tym, iż, według mnie, muzyka w filmie „Miasto 44” została dobrana idealnie. Ilustracja muzyczna budowała napięcie przy scenach grozy oraz wzmacniała klimat bezustannego zagrożenia bohaterów. Kostiumograf bardzo dobrze dobrał ubrania aktorów, co oddawało w pełni wygląd powstańców.
Podsumowując, stwierdzam, iż niektóre sceny i motywy wywołują cierpki śmiech, a inne grozę. Bez względu na artyzm, wszystko ma swój zamierzony sens i cel. Ciężko mi jednak ocenić film inaczej niż pozytywnie. Dawno nie było filmu, który ukazywał walczących ludzi, nie tylko oddziały. Filmu pokazującego tak sugestywnie emocje bohaterów. Filmu, który wywarł na mnie takie wrażenie. Dawno nie widziałam produkcji, po której wychodząc z kina czułam się roztrzęsiona i nie mogłam zebrać myśli. Pokazywała ona niesamowicie smutną historię miłości w horrorze Powstania Warszawskiego. Wielkie brawa dla Jana Komasy za wyreżyserowanie tak pięknego dzieła.
PAULINA STAJUDA

POLSKIE WSPOMNIENIA

4 czerwca 2014 roku grupa uczniów z klas 1ALO i 1DLO wybrała się do łódzkiego kina. Celem wycieczki było zobaczenie projekcji filmu Jana Komasy „Powstanie Warszawskie”. Akcja filmu koncentruje się na wydarzeniach z 1 sierpnia 1944 roku. Jest to pierwszy na świecie dramat wojenny non -fiction- tzn. film fabularny zmontowany w całości z materiałów dokumentalnych. Ukazuje historię powstania warszawskiego z 1944 roku widzianą oczami dwóch młodych braci - Karola i Witka, realizatorów Powstańczych Kronik Filmowych, wykonujących rozkazy dla Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej. Bohaterowie są bezpośrednimi świadkami walki powstańczej i marzą o sfilmowaniu „prawdziwej” wojny. Początkowo jednak dokumentują życie cywilne powstańczej stolicy. Takich materiałów oczekuje od nich dowódca, dając im zadanie przygotowania kroniki, która ma być wyświetlona w kinie „Palladium”. Poszukując odpowiednich ujęć, młodzieńcy coraz bardziej angażują się w samo powstanie. I w końcu udaje im się dołączyć do jednego z oddziałów, z którym idą na akcję. Bracia mogą wreszcie nakręcić „prawdziwą” wojnę, tyle, że ta okazuje się potworna. Bohaterowie orientują się, że przyszło im uczestniczyć w czymś przekraczającym ich najśmielsze wyobrażenia – świat, w którym się znaleźli, to świat po apokalipsie. Uświadamiają sobie, że ich rolą jest udokumentowanie tej apokalipsy i ocalenie za wszelka cenę taśmy z materiałem…
„Powstanie Warszawskie” to 85 minut odbudowanego, „pokolorowanego”, ściskającego za gardło filmu, który ukazuje powstanie warszawskie z niespotykanym dotąd realizmem. To 6 godzin oryginalnych kronik z powstania warszawskiego, 6 miesięcy pracy zespołów konsultantów ds. militariów, ubioru, architektury, również urbanistów, varsavianistów i historyków, 1000 godzin konsultacji kolorystycznych, 1200 ujęć, 1440 godzin koloryzacji i rekonstrukcji, 112.000 wybranych klatek, 648.000 minut rekonstrukcji, 22.971.520 megabajtów danych – to tylko niektóre liczby pozwalające uświadomić sobie, choćby częściowo, ogromny nakład pracy i środków włożonych w realizację projektu pt. „Powstanie Warszawskie”.
Nie mogę nie wspomnieć, iż film wyprodukowało Muzeum Powstania Warszawskiego. Autorem pomysłu na fabułę jest Jan Komasa. Scenariusz stworzyli Joanna Pawluśkiewicz, Jan Ołdakowski i Piotr C. Śliwowski - Kierownik Sekcji Historycznej MPW. Na potrzeby współczesnej produkcji dialogi napisali Joanna Pawluśkiewicz i Michał Sufin. W projekt zaangażowani zostali także aktorzy: Maciej Nawrocki, Michał Żurawski oraz Mirosław Zbrojewicz, którzy użyczyli swych głosów głównym bohaterom filmu. Koloryzacją materiałów zdjęciowych zajął się uznany polski autor zdjęć Piotr Sobociński Jr. Muzykę skomponował Bartosz Chajdecki. Za pełne udźwiękowienie filmu odpowiada Bartosz Putkiewicz. Za montaż filmu „Powstanie Warszawskie” odpowiada Joanna Brühl, pod opieką merytoryczną Milenii Fidler.
Większość opinii młodego pokolenia jest negatywna. Zapewne liczyli na film, który opowie historię grupy ludzi, a nie całej społeczności Warszawy 1944. „Powstanie Warszawskie” to typowy dokument, który być może niektórych rozczaruje, a niektórych zainteresuje. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że jest to film należący do kategorii tych, które każdy Polak powinien obejrzeć. Opowiada historię naszego narodu, naszą przeszłość. Warto zobaczyć jak ofiarnie walczyli mieszkańcy Warszawy, jak było naprawdę…

ADAM DĘBIŃSKI
KL. I TEK

ŁĘCZYCKIE FESTOWANIE NA ZDROWIE

,,W zdrowym ciele zdrowy duch!” 24 maja 2014 roku w parku miejskim w Łęczycy odbyła się XXI Majówka Zdrowia. Celem festynu było propagowanie zdrowego stylu życia, którego przejawem jest przede wszystkim zdrowy oddech; zainteresowania sportem oraz koniecznością badań profilaktycznych.
Lekarskie rady do serca wzięło sobie wielu łęczycan, którzy ofiarnie przytaszczyli ze sobą różnego rodzaju niezbędne wiktuały: ciasta, ciasteczka, chleb. Oczywiście przez większość roku należy stosować się do zaleceń profesjonalistów i unikać tych pyszności, lecz 24 maja nawet stoisko diabetologiczne przymknęło na to oko. Jest to zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że zebrane fundusze zostaną przeznaczone na cele społeczne i naukowe.(Panie z Koła Gospodyń Wiejskich solennie zobowiązały się do zainwestowania ich w wyprawę na księżyc – trzymamy za słowo!)
Ci, którzy do kwestii rozwoju astronautyki podeszli od strony konsumpcyjnej mogli skosztować z darmowej porady wspomnianych dietetyków, a także skontrolować poziom cukru. Nieformalne źródła podają, iż prawdopodobieństwo wystąpienia cukrzycy wśród łęczyckiej populacji znacząco wzrosło.
Z pewnością problem ten nie dotknie jednak żadnego z uczestników kilkukilometrowego biegu z parku do Tumu. Nielitościwy upał nie powstrzymał zwycięzcy wyścigu do ustanowienia nowego rekordu trasy. Wysiłek został wynagrodzony wspaniałymi trofeami, jak rower górski i tablet.
Zwykli śmiertelnicy także mieli okazję spalić skonsumowane muffinki. Dużym zainteresowaniem cieszył się pokaz kroków zumby, każdy kto przyłączył się do tańca otrzymał karnet na godzinę ćwiczeń w klubie fitness. Urządzono także wiele innych zabaw na świeżym powietrzu – nauka gry we frisbee oraz park linowy, z którego nikomu- pomimo szczerej chęci tych, którzy przeszacowali swe siły – nie udało się spaść.
Gdyby jednak taka okoliczność zaistniała, natychmiastowa pomoc zostałaby udzielona przez rzeszę oddanych ratowników z łęczyckich szkół, m.in. ZS. im. Jadwigi Grodzkiej, a także świeżo wyedukowanych przez nich przechodniów. Nie można pominąć faktu, iż w razie utknięcia na drzewie nieocenioną pomocą wykazaliby się strażacy.
Niejeden dorosły z zazdrością spoglądał na uradowane twarze dzieci, które ochoczo przystąpiły do zabiegów malowania twarzy i występów artystycznych. W takich chwilach każdy chciałby na powrót stać się malcem i bez skrępowania dołączyć do zabawy.
Biorąc pod uwagę intensywność atrakcji, aż dziw bierze, że około godziny 16, gdy majówka w parku dobiegła końca, wiele osób przeniosło się na Orlik, gdzie dalej trwały zawody sportowe.
MARCELINA WITKOWSKA
ANETA ŁOPACIŃSKA

MATURZYŚCI W OBLICZU WIELKIEGO WYBORU!

W naszej szkole nadszedł czas, w którym poważnie trzeba pomyśleć o swojej przyszłości. Przed maturzystami egzamin dojrzałości, przepustka do dalszej edukacji. Dyrektor Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej wraz z wychowawcami, dnia 14 marca 2014 roku postanowił ułatwić „start w dorosłość” młodzieży, organizując wycieczkę na Targi Edukacyjne do Łodzi.
Kilka minut po godzinie 8:00 wyjechaliśmy z Łęczycy. Autobusami udaliśmy się
w świetnych humorach na Politechnikę Łódzką. Po dotarciu na miejsce, maturzyści mieli czas na zapoznanie się z ofertami szkół wyższych. Na każdym, przygotowanym przez uczelnie stoisku, można było dostrzec plakaty informujące m.in.: o historii uczelni, kierunkach kształcenia, sukcesach i poziomie nauczania. Mimo wszystko młodzież zadawała pytania dotyczące egzaminów, opłaty za studia, praktyk zawodowych, stypendiów socjalnych i naukowych. Mieliśmy okazję wziąć udział w ambitnych quizach i zawodach oraz przyjrzeć się sztuce fryzjerstwa i makijażu Wydziału Kosmetologii. Każda z placówek chciała wypaść jak najlepiej przed potencjalnymi kandydatami. Maturzyści otrzymali pomocnicze broszury informacyjne oraz ulotki zachęcające do podjęcia nauki na poszczególnych uczelniach.
Aby choć na chwilę zapomnieć o obowiązkach, całą grupą pojechaliśmy do Manufaktury. Była to chwila na posiłek, zakupy i regenerację sił w pasażu handlowym. Po odpoczynku nadszedł czas na seans filmu Obietnica, który przedstawia losy nastolatków, ich problemy w codziennym życiu. Po wyjściu z kina nadszedł czas powrotu do domu.
Jesteśmy bardzo zadowoleni, że mogliśmy brać udział w Targach Edukacyjnych. Była to świetna lekcja, dzięki której wzbogaciliśmy wiedzę dotyczącą trafnego rozpoznania swoich predyspozycji i umiejętnego planowania własnego wykształcenia w najbliższej przyszłości.
ŻANETA PYSERA
KAROLINA KARASIŃSKA
Kl. III bLO

GRODZKA JEST NAJLEPSZA !!

12 lutego 2014 roku, w murach Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej odbył się Dzień Otwarty. Każda z klas, dobrze przygotowała swoje stanowisko. Klasa HUMANISTYCZNO-DZIENNIKARSKA z rozszerzeniem języka polskiego, historii i języka obcego przygotowała dla gości wiele atrakcji. Uczniowie tej klasy przebrali się w stroje z dawnych epok i pochwalili się filmem, który sami wykonali podczas zajęć odbywających się w ramach Koła Filmowego. Klasy MUNDUROWE z rozszerzeniem biologii, chemii i języka obcego przygotowały pokazy chemiczne, które wzbudziły zachwyt wśród gości. Uczniowie TECHNIKUM ELEKTRONICZNEGO pokazali swoje dzieła i osiągnięcia w zakresie elektroniki. Przedstawiciele profilu kształcącego w zawodzie TECHNIK EKONOMISTA pieczołowicie objaśniali zagadnienia z rachunkowości, marketingu czy ekonomii. Natomiast INFORMATYCY nie chcieli rozstać się ze swoimi komputerami, w końcu to ich pasja, którą mogą rozwijać w naszej szkole dzięki licznym projektom, które są realizowane w placówce. Nauczyciele Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej dokładają wszelkich starań, by uczniowie byli jak najlepiej przygotowani do podjęcia studiów na dowolnie wybranym kierunku. Dlatego też szkoła inicjuje wiele kół zainteresowań: Koło Filmowe, Koło Dziennikarskie, Koło PTTK, Koło Matematyczne. To tylko niektóre z nich. Placówka jest w trakcie termomodernizacji, która ma zakończyć się przyszłym roku szkolnym. Możemy pochwalić się tym, iż w RANKINGU PERSPEKTYW szkoła zajmuje 12 miejsce w województwie. Nasi najzdolniejsi uczniowie otrzymują stypendia Prezesa Rady Ministrów m.in. uczennica kl. IIIC LO Marlena Tatarowicz. Celem dni otwartych było pokazanie Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej z jak najlepszej strony. Dlatego też uczennice kl. ID LO, pod czujnym okiem pani Jabłońskiej przygotowały pokaz taneczny, by zademonstrować iż „Grodzka” to nie tylko nauka, bo przecież u nas jest też dobra zabawa. Szkoła niewątpliwie może pochwalić się tym, iż już drugi rok z rzędu jest najlepszą szkołą sportową w powiecie łęczyckim! Każdy kto „zawitał w naszej szkoły progi” mógł dokładnie ją zwiedzić, bo przecież Grodzka to nie „kot w worku”.
Być może zabrzmi to nieskromnie, ale wszem i wobec głosimy: Grodzka jako szkoła najlepsza jest!
EWELINA ZAREMBSKA
FABIAN ZARZYCKI
KL. ID LO

14 LUTEGO DZIEŃ ZAKOCHANEGO 

Tradycyjnie w naszej szkole, odbył się Walentynkowy apel na sali gimnastycznej. Nasi szkolni aktorzy przygotowali przedstawienie, które miało uzmysłowić każdemu z nas fakt, iż MIŁOŚĆ była, jest i będzie obecna w życiu człowieka bez względu na wszystko. Niech każdy weźmie sobie do serca krótkie zdanie, które kiedyś wypowiedział Paulo Coelho: Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości. Następnie zgodnie z tradycją odbyło się losowanie serduszek, które zarówno uczniowie, jak i nauczyciele mogli kupić podczas walentynkowej akcji. By każdy wylosowany numerek serduszka został nagrodzony akcja wystartowała już tydzień wcześniej. Szczęśliwcom serdecznie gratulujemy! Wszystkich nauczycieli i uczniów, dziewczęta i chłopców, zakochanych i nie zapraszamy do wzięcia udziału za rok.
EWELINA ZAREMBSKA
FABIAN ZARZYCKI
Kl. ID LO

TECHNICY NA POLITECHNICE

Klasa IV TIN wybrała się na konferencję zorganizowaną przez władze szkół wyższych, tj. Politechnikę Łódzką i Uniwersytet Łódzki, by zapoznać się z ofertą kształceniową tychże uczelni. Spotkanie odbyło się pod patronatem Ministerstwa Edukacji, którego nadrzędnym celem było zachęcenie maturzystów do studiowania na ww uczelniach. Wydarzenie miało miejsce w sali konferencyjnej budynku Politechniki Łódzkiej dnia 28 października 2013 roku o godzinie 12:00.
Konferencja rozpoczęła się o 12:30 wygłoszeniem przemowy przez przedstawiciela Ministerstwa Edukacji na temat kształcenia i zapotrzebowania rynku pracy na absolwentów szkół wyższych, w szczególności osób posiadających wykształcenie wyższe techniczne. Licznie zgromadzoną młodzież przywitał prorektor do spraw edukacji prof. dr hab. inż. Sławomir Wiak reprezentujący władze Politechniki oraz przedstawicielka władz Uniwersytetu Łódzkiego. Prezentacje każdej z uczelni zawierały się w dwóch etapach. Celem pierwszej części wystąpienia było przybliżenie oferty nauczania oraz zaprezentowanie każdej z uczelni od strony jej osiągnięć oraz projektów unijnych, w których placówka bierze udział. Druga część - prowadzona przez studentów - była mniej oficjalna i… bardziej intrygująca. Wszyscy zebrani mogli zobaczyć ciekawe doświadczenia prezentowane przez Koło Młodych Chemików z Uniwersytetu Łódzkiego oraz własnoręcznie sprawdzić działanie robotów wykonanych przez studentów Wydziału Robotyki z Politechniki Łódzkiej. Nie mogę pominąć faktu, iż uczniowie bacznie obserwowali fascynujące doświadczenia wykonywane przez młodych chemików, jak również chętnie brali udział w testowaniu działania robotów. Studenci obu uczelni po prezentacji zadawali publiczności pytania związane z ich wystąpieniami. Jedną z nagród udało się zdobyć naszemu koledze Rafałowi, który poprawnie udzielił odpowiedzi na pytanie: Z jakiego języka pochodzi słowo ? Po zakończeniu konferencji uczniowie mogli dowiedzieć się więcej o szkołach przy stolikach z informacjami, gdzie - już indywidualnie - uzyskiwali odpowiedzi na nurtujące pytania. Mogli również skorzystać z poczęstunku przygotowanego przez organizatorów.
Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wróciliśmy do autokaru, który powiózł nas do Łęczycy. Była to swoista lekcja, dzięki której wzbogaciliśmy wiedzę dotyczącą trafnego rozpoznawania swoich predyspozycji, umiejętnego planowania własnego wykształcenia oraz kwalifikacji zawodowych. Naszymi przeżyciami i wiadomościami podzieliliśmy się z innymi. Pozostaje mieć nadzieję, że udział w takich konferencjach w naszej szkole stanie się tradycją.

 

HUBERT ROSOLAK

KAROL KRAWCZYK KL. IV TIN

FILMOWE UGRUNTOWANIE WIZERUNKU WAŁĘSY 


Najnowsze dzieło Andrzeja Wajdy z pewnością za film historyczny uznawany być nie może. Wynika to z tego, iż duża ilość faktów została pominięta, m.in. nie pojawiła się żadna wzmianka o Annie Walentynowicz - kluczowej postaci w sierpniowym strajku, inne zostały przeinaczone, jak na przykład scena podpisania papierów przez bohatera dotyczących współpracy ze służbą bezpieczeństwa. Prywatnie Wałęsa nigdy się do tego nie przyznał. Postać głównego bohatera, według mnie – przekoloryzowana, jedyna nadzieja na rozbrojenie pomnikowego wizerunku Wałęsy i napięcia związanego z dyskursem o nim – zaprzepaszczona. Można śmiało twierdzić, że pewne interesujące wydarzenia z życia człowieka „Solidarności” zostały pominięte specjalnie. Możliwe, iż powodem tym stał się fakt, że pierwszoplanowa postać żyje i jest w stanie bezpośrednio odnieść się do efektów pracy reżysera lub scenarzysty. Dlatego stawianie filmowych pomników za żywota może być deprymujące. Film bardzo dużo zyskał dzięki znakomitej obsadzie filmowej. Szczególne uznanie należy się Robertowi Więckiewiczowi, który imponująco wcielił się w postać Wałęsy. Podobieństwo między nimi jest niezwykle uderzające, aktor bezbłędnie odtwarza sposób wypowiadania się, poruszania czy gestykulację. Niestety, nie ma w tej roli odważniejszego wyjścia poza doskonałą imitację. W rolę małżonki Wałęsy wcieliła się Agnieszka Grochowska, która w filmie odgrywa przysłowiową kurę domową tj. sprząta, gotuje, zajmuje się dziećmi i… mężem. A zatem niewiele poza cierpiętnictwem ma do zagrania i szkoda, gdyż swoje możliwości ujawniła w świetnej scenie wyrzucenia z domu związkowców i dziennikarzy. Pomimo licznych kłótni, dotyczących najczęściej różnicy poglądów, Danuta i Lech Wałęsowie sprawiają wrażenie kochającego się małżeństwa. W rolach drugoplanowych wystąpiło wielu znanych aktorów: Zbigniew Zamachowski w roli esbeka, Cezary Kosiński jako dowódca MO, Mirosław Baka jako dyrektor stoczni, Maciej Stuhr w roli księdza. Charakter filmu ludzi zdeterminowanych, realizujących marzenie o wolności, bez strachu sprzeciwiających się obecnym rządom nadają archiwalne materiały i niesamowita wręcz ścieżka dźwiękowa, między innymi zespół Proletaryat ("Hej naprzód marsz"), Daab ("Fala ludzkich serc", "Nie wolno nie ufać"), jest grupa Dezerter ("Tchórze"), KSU ("Pod prąd") czy też zespół Tilt ze swoim sugestywnym "Jeszcze będzie przepięknie". No i utwór "Kocham wolność" w wykonaniu Chłopców z Placu Broni. Film bez wątpienia wzmocni i utrwali wizerunek lidera „Solidarności” jako wzoru osoby walczącej o wolność i swoje prawa. Nie każdy żyjący człowiek może się pochwalić filmem biograficznym, mniej lub bardziej udanym.



MILENA KRAKOWIAK KL. I C LO

TRADYCYJNIE MYSLIWSKA AURA HUBERTUSA

      12.10.2013r. odbyła się VII edycja Eko- hubertusa organizowanego przez Starostwo Powiatowe w Łęczycy. W tym dniu, mimo iż była to sobota, uczniowie naszej szkoły przyszli na cztery pierwsze lekcje, po których przeszli na Plac Tadeusza Kościuszki.
      W tym roku obchodzono również 90 lecie Polskiego Związku Łowieckiego, dlatego to tak ważna data. Dla wszystkich osób, które w tym dniu znajdowały się na placu przed budynkiem Starostwa przygotowano mnóstwo atrakcji: wystawę psów myśliwskich, pokazy ptaków łowieckich, występy grup muzycznych, liczne stoiska, a jedno z nich przygotowało nasze koło PCK, uczniowie Zespołu Szkół nr 1 im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego przygotowali 200 litrów wyśmienitej grochówki, której po paru minutach zabrakło. Przedstawiciele klas pierwszych pod czujnym okiem Pani Katarzyny Błaszczyk przygotowali przedstawienie mające uświadomić nam, jak wiele zawdzięczamy Ziemi, ale też jak bardzo jej szkodzimy. W sobotę odbyło się również rozstrzygnięcie konkursów, w których brali udział uczniowie naszej szkoły. Możemy się pochwalić, iż nazwiska młodzieży z naszej szkoły były najczęściej wyczytywane w chwili ogłoszenia wyników. 
      Właśnie te rozrywki miały umilić czas mieszkańcom naszego powiatu podczas tej mało korzystnej jesiennej aury. Niemalże tradycją staje się fakt, iż w dniu kiedy organizowany jest Hubertus pogoda nas nie rozpieszcza, wręcz przeciwnie- pokazuje nam, kto tu rządzi. 

EWELINA ZAREMBSKA
EWELINA OLCZAK KL. I D LO

Poloneza czas zacząć…

Zostało 100 dni do matury… Każdemu ten czas kojarzy się jednoznacznie- „Studniówka”. Jak przystało na prawdziwych maturzystów Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej w Łęczycy dnia 12 stycznia 2013 roku o godzinie 20.00 wszyscy spotkaliśmy się na przyjęciu studniówkowym. Miejscem, do którego ochoczo przybyliśmy była Sala Bankietowa „Westa” w Zawadach koło Kutna. Bal, tradycyjnie rozpoczął się przemową pana dyrektora Andrzeja Saganiaka. Część oficjalną prowadzili Rafał Olczak z klasy IIIC LO oraz Sylwia Tomczak z klasy IV TEK. „Na pierwszy ogień” poszedł skecz w wykonaniu uczniów klas maturalnych. Dotyczył on lekcji matematyki prowadzonej w klasie trzeciej, wprowadził on wielu w radosny nastrój. Podziękowaliśmy również naszym wychowawcom – za trzyletni trud, jaki włożyli w nasze wychowanie. Następnie przeszliśmy do bardzo widowiskowego poloneza. Brało w nim udział 20 par, które od dłuższego czasu z zapałem ćwiczyły układ z panią Małgorzatą Jabłońską. Taniec okazał się perfekcyjny. Pary sunęły po parkiecie z wielką gracją. Na szczególne uznanie zasługiwały czerwone muszki naszych chłopców, w których wyglądali uroczo. Od momentu, gdy zakończyła się część oficjalna, reszta nocy należała do nas. Szaleliśmy na parkiecie do białego rana. Nie zabrakło zdjęć i oczywiście kamery, która śledziła nasz każdy krok. W międzyczasie czekała na wszystkich „studniówkowiczów” miła niespodzianka – tort, którego nie można było nie skosztować. Każda klasa dedykowała swojemu wychowawcy piosenkę, np. klasa IIIC LO Seksualną, natomiast IIID LO (mundurówka) Rezerwę.  
Szaleństwo i dobry humor towarzyszyły nam aż do końca. Wyszliśmy trochę zmęczeni ale… w pełni usatysfakcjonowani – gotowi na 4 miesiące ciężkiej pracy zwieńczonej, miejmy nadzieję, zdaną maturą … 

KAROLINA ŁUKOMSKA Kl. IIID LO

WSPOMNIENIE O ŻYCIU JADWIGI GRODZKIEJ

12 grudnia 2012 r. w Zespole Szkół im. Jadwigi Grodzkiej w Łęczycy, jak co roku, nadszedł czas na uroczystość patrona szkoły. Tego dnia w naszej placówce pojawiło się wiele osobistości, które przybyły, aby wspólnie, z całą społecznością szkolną, wspominać patronkę. Nie można pominąć faktu, iż każdy z gości miał możliwość wygłoszenia kilku słów do osób zebranych podczas akademii. Na tej wyjątkowej uroczystości stawili się przedstawiciele zarówno instytucji samorządowych, jak i mundurowych. Mówcy w większości nawiązywali do życia i działalności pani Jadwigi Grodzkiej. Spośród grona wszystkich gości, wyróżnić należy pana Henryka Wójcika oraz pana Andrzeja Boruckiego, którzy mieli przyjemność osobiście poznać patronkę naszej szkoły. Obydwaj Panowie opowiadali o swojej znajomości z panią Jadwigą przed kamerą, a zarejestrowany materiał filmowy mieli szansę obejrzeć wszyscy przybyli na nasze święto. Po zakończeniu części oficjalnej rozpoczęła się część artystyczna, która także miała na celu przybliżenie wszystkim zebranym osoby naszej patronki oraz jej działalności. W związku z tym zostały przywołane 3 legendy spisane niegdyś przez patronkę. Podczas przedstawienia po scenie przechadzał się sam diabeł Boruta, w którego wcielił się jeden z uczniów naszej szkoły. Kolejni uczniowie recytowali dla patronki wiersze. Z pewnością w pamięć widzów wrył się występ Pauliny Maciejewskiej, która recytowała dla pani Jadwigi wiersz po francusku, gdyż nasza patronka nauczała m.in. tego właśnie języka. Występ został upiększony przez zapierające dech w piersiach piosenki wykonywane przez Inez Olczak z klasy II B i uczniów klasy I D. Atmosfera w czasie uroczystości była podniosła, odpowiednia dla takiego wydarzenia.
Uważam, że nasza patronka została godnie wspomniana, a wszyscy obecni wynieśli coś wartościowego i ważnego dla siebie. Mam nadzieję, że dzięki takim uroczystościom Jadwiga Grodzka będzie znana przez coraz szersze grono osób, a jej działalność zostanie zauważona i doceniona przez ogół.

Mariusz Kamiński Kl. IIID LO

CZOŁEM PANIE GENERALE !

W dniu 7 grudnia bieżącego roku naszą szkołę odwiedził bardzo ważny gość – gen. dyw. Ireneusz Bartniak, dowódca 12 Szczecińskiej Dywizij Zmechanizowanej. Towarzyszył mu ks. Ppłk dr Piotr Sroka, kapelan Garnizonu Szczecin. Głównym celem wizyty naszego gościa było spotkanie z młodzieżą klas mundurowych, jednak jak nam przyznał, nie spodziewał się aż takiego powitania. Przy wejściu głównym, którym wchodził Pan generał, stali uczniowie drugich i trzecich klas mundurowych, natomiast w środku ich mniej wyszkoleni następcy – pierwszaki. ;) Po uroczystym wejściu, uczniowie naszej szkoły oraz część kadry nauczycielskiej powitali gen. Ireneusza Bartniaka krótkimi przemowami. Nastąpiło także wręczenie upominków, przygotowanych specjalnie na tę okoliczność. Oczywiście my, stojąc na baczność, oczekiwaliśmy z niecierpliwością, kiedy część uroczysta dobiegnie końca. Na szczęście nie trwało to długo, gdyż z racji napiętego grafiku naszych gości, cała uroczystość odbyła się w „przyśpieszonym tempie”. ;p Po części oficjalnej udaliśmy się do klasy, w której powiedziano nam, iż wybraliśmy dobry kierunek, jeśli wiążemy swoją przyszłość z ,,kamaszami”. Następnie generał pokazał nam się z nieco innej, mniej poważnej strony. Opowiedział nam o swoich przygodach podczas zdobywania stopni wojskowych oraz uchylił rąbka tajemnicy, dotyczącego życia prywatnego. Na koniec mogliśmy zadawać nurtujące nas pytania, jednak z racji tego, że był to piątek i chcieliśmy jak najszybciej opuścić szkołę, powiedzieliśmy, że już wszystko wiemy. ;] Rozbawieni goście zaprosili nas do swojej jednostki na ,,zieloną szkołę”, po bardzo okazyjnej cenie i wręczyli nam małe upominki oraz słodkie „co nie co”. Zadowoleni opuściliśmy budynek szkoły i do tej pory bardzo miło wspominamy wizytę generała Ireneusza Bartniaka. 

Ewelina Rosiak, 1d LO

Miej oczy dookoła głowy ;p

W naszej szkole 23 listopada bieżącego roku odbyła się Andrzejkowa Noc Filmowa. Była to dość nietypowa impreza z uwagi na ramy czasowe. Zaczęła się około godziny 20, a skończyła o 6 nad ranem. Nocną wartę dzielnie pełniły: p. Wioletta Dudzińska, p. Małgorzata Trzepińska, p. Halina Andrzejczak oraz p. Kinga Papla-Kielarska. Dodatkową atrakcję, oprócz oglądania filmów rzecz jasna, stanowiło dla nas spanie w śpiworach na szkolnych materacach. Oczywiście zgłosiło się wielu chętnych, jednak liczba miejsc była ograniczona. Pośród wąskiego grona wybrańców znalazło się kilku uczniów z klas: Ib LO, Id LO, I TEK, IIa LO, II TEE i III TEK. Na początek pani Trzepińska, z racji tego, iż jest historykiem, postanowiła nas uraczyć filmem Imię róży. Jednak nikt nie pałał zbytnim entuzjazmem podczas projekcji tej zawiłej i mrocznej średniowiecznej historii, więc zaszantażowano nas, iż będziemy musieli napisać wypracowanie na temat tego dzieła. Większość osób nie wzięła sobie tego do serca i kiedy film dobiegł końca, zaczęliśmy bić brawo. ;) Pomiędzy każdą z projekcji była krótka przerwa, podczas której mogliśmy zrobić sobie ciepłą herbatę, czy też rozprostować kości. Drugą produkcję wybraliśmy my, był to Projekt X, który nasze nauczycielki oglądały, eufemistycznie mówiąc, dość niechętnie. Chyba nie przemówiły do nich obrazy, ukazujące tę zazwyczaj wstydliwie skrywaną, drugą naturę uczniowskiego ,,ja”. My jednak w trakcie seansu byliśmy w swoim żywiole. Kolejnymi filmami były: Pachnidło (misternie skonstruowana, zapachowa odyseja Toma Tykwera), Nad życie (wzruszająca i dramatyczna historia zmagań znanej siatkarki Agaty Mróz z chorobą) oraz Weekend (lekka polska komedia w gwiazdorskiej obsadzie). Oczywiście nie wszystkie udało się obejrzeć w 100%, niekiedy przymknęło się nam oko ze zmęczenia. Jednakże nie byliśmy pewni, czy możemy spokojnie się zdrzemnąć, gdyż baliśmy się nieograniczonej wyobraźni naszych kolegów i koleżanek ;p Około godziny 6 zabraliśmy się do sprzątania, gdyż nadszedł czas powrotu do domu. Trzeba przyznać, że wszyscy byliśmy zadowoleni z takiego nietuzinkowego spotkania z X Muzą i co chwilę padały pytania: „Kiedy powtórka ??”. Nauczycielki zgodnie odpowiadały, że już wkrótce, gdyż one również poddały się urokowi nocnego widowiska. My trzymamy za słowo i już niecierpliwie czekamy na następną imprezę tego typu. ;]

Ewelina Rosiak, kl. Id LO

NA ŻOŁNIERSKĄ NUTĘ

W dniu 16.11.2012r. pierwsza i druga klasa mundurowa wybrały się do jednostki w Leźnicy. Pierwsza klasa wraz z wychowawcą – p. Sylwestrem Graczykiem udała się do Sali Tradycji, w której jeden z żołnierzy przybliżył historię jednostki oraz pokazał nam zgromadzone przez wiele lat pamiątki. Pomimo poczucia humoru naszego przewodnika oraz szczerych chęci nie zanudzenia nas, nie udało mu się to. Oczywiście niektóre ciekawostki bardzo nas ożywiły, jednak w znacznej większości czasu czekaliśmy na powrót do domu. Jak się potem okazało, to nie był koniec atrakcji. Zaproszono nas na obejrzenie krótkiego filmu oraz zapoznanie się z odznakami wojskowymi. Niektórzy przyglądali się z zaciekawieniem, drudzy zaś umierali z nudów ;) Pod koniec wyprawy, mimo najgorętszych starań, z trudem byliśmy w stanie ukryć narastające rozczarowanie tym, iż podczas gdy my poznawaliśmy teorię, drugoklasiści świetnie bawili się na strzelnicy. 

Niepodległa niepokorna...


     W poniedziałek, 12 listopada w naszej szkole odbyła się akademia z okazji Święta Niepodległości, której organizatorkami były p. Wioletta Dudzińska i p. Kinga Papla – Kielarska. W tym dniu lekcje były skrócone o 5 minut, a przedstawienie rozpoczęło się o godzinie 11.00.
W większości występowali uczniowie mojej klasy –I D. Jak przystało, każdy z nas miał elegancki mundur i wypastowane buty. Od samego rana recytatorzy skwapliwie przypominali sobie swoje kwestie. Każdy chciał wypaść jak najlepiej. Każdy chciał olśnić. Każdy zachwycić. Oczywiście wśród występujących nie mogło zabraknąć też mnie. Wraz z Krystianem i Wiktorią wykonaliśmy na gitarach piosenkę Czerwonych Gitar Biały krzyż. Śpiewał nasz klasowy chór składający się z samych dziewcząt. O godzinie 8.30 zebraliśmy się na sali gimnastycznej, aby zrobić próbę generalną. Wszystkimi targały silne emocje, wstrząsały nerwowe dreszcze. Adrenalina sięgała zenitu. W ostatnich wolnych minutach stroiliśmy gitary, a chórek wykonywał przeróżne piosenki, aby tylko się rozśpiewać. Nie próżnowali też recytatorzy, którzy bardzo intensywnie myśleli nad swoimi kwestiami.
     Wybiła godzina 11.00. Sala wypełniła się już uczniami. Kiedy wszyscy już znaleźli swoje miejsca i spokojnie usiedli, wprowadzono sztandar, a po chwili kolega ze starszej klasy odegrał na trąbce Mazurek Dąbrowskiego. Po hymnie wszyscy usiedli i rozpoczęło się przedstawienie. Mówiący mieli po wypowiedzianej kwestii zapalić świeczkę na symbolicznym Miejscu Pamięci. Oczywiście nie mogło obyć się bez komplikacji i jeden z kolegów odszedł, myśląc z ulgą, że wykonał swoje zadanie. Płomień jednak zgasł. Po kilku minutach nadszedł czas na piosenkę. Chórek ustawił się już, a my z gitarami usiedliśmy obok. Staraliśmy się wcale nie przejmować publicznością, chociaż słuchała nas z uwagą. Po piosence dostaliśmy ogromne brawa. Nie spodziewaliśmy się, że tak entuzjastycznie inni uczniowie zareagują na nasze wystąpienie. W czasie przedstawienia zaśpiewała dwa razy Inez. Kiedy słuchało się jej wokalu, przechodziły ciarki po plecach, a jej głos świetnie odzwierciedlał treść piosenek. Przy jednym z utworów akompaniował Krystian. Był tak zestresowany, że zaczął grać coraz szybciej, a Inez z właściwym sobie stoickim spokojem, starała się go ,,dogonić”. Mimo wszystko wyszło świetnie. Krystian był także recytatorem, przyodzianym w płaszcz Konrada, który miał zrzucić w odpowiednim momencie. Kiedy nadeszła owa chwila, przystąpił z werwą do dzieła. Niestety płaszcz zaczepił się o włosy, ale po niezwykle emocjonującej, odcinającej wręcz oddech chwili, udało mu się zwycięsko wybrnąć z sytuacji. Mina pani W. Dudzińskiej w tym momencie była nie do opisania. Niewykluczone, iż dumała wtedy nad tragiczną wręcz niemożnością oderwania się od tradycji, odcięcia od romantycznych mitów narodowych. Pod koniec zagrano na instrumentach dętych Odę do radości, a po chwili nasz chórek dośpiewał tekst. 
     Na zakończenie ukłoniliśmy się z wdziękiem i ponownie otrzymaliśmy frenetyczne oklaski. Po chwili przemówienie wygłosił Pan Dyrektor Andrzej Saganiak, a następnie wyprowadzono sztandar. Całość montażu słowno - muzycznego została udokumentowana przez p. Jędruszkiewicza, który przez cały apel uparcie walczył z kamerą. Notabene zapraszam na YouTube.
Ten występ należy uznać za udany. Zostaliśmy wielokrotnie pochwaleni za świetne przedstawienie. Było nam niezmiernie miło usłyszeć tyle słów uznania. Myślę, że jeszcze nie raz zdecydujemy się wystąpić w tego typu przedstawieniu. 

Elwira Osowska kl. ID LO

Spotkanie z Kopernikiem

   W dniu 23 października 2012 roku z inicjatywy kilku uczennic z klasy III TEK odbyła się wycieczka do Torunia. Po odczytaniu regulaminu dotyczącego organizacji wyjazdów w naszej szkole oraz po sprawdzeniu obecności ok. 7:45 wyruszyliśmy w drogę spod kościoła św. Andrzeja Ap. W wyjeździe wzięły udział klasy III TEK oraz I TIE pod opieką p. dyr Krystyny Tomczak, p. Haliny Andrzejczak, p. Andrzeja Matysiaka, p. Sylwestra Jędruszkiewicza oraz p. Macieja Kazimierskiego.
    Początkowe nastroje uczestników nie wskazywały na wspólną zabawę. Dostrzec można było liczne podziały, jednak z minuty na minutę atmosfera w autokarze poprawiała się Do Torunia dotarliśmy ok. 10:00. Po wyjściu z autokaru udaliśmy się pod pomnik Mikołaja Kopernika na Rynku Staromiejskim, gdzie zorganizowaliśmy sobie małą sesję zdjęciowa. Zmęczeni pozowaniem, mieliśmy niecałą godzinę na posilenie się lub ewentualne podziwianie uroczych kamienic przy Rynku. 
     Następnie udaliśmy się do pierwszego punktu naszej wycieczki, a mianowicie do Planetarium im. Władysława Dziewulskiego. Uczestniczyliśmy tam w seansie pt. „Ziemia-Planeta Kopernika”. Pokaz przybliżał zaangażowanie w nauki astronomiczne młodego Kopernika oraz trudy pracy, lata badań i obliczeń w jego dorosłym życiu. Przyjrzeliśmy się ponadto naszej planecie. Utrwaliliśmy wiedzę o ruchu obiegowym i obrotowym Ziemi oraz wiążącymi się z nimi zjawiskami, takim jak: zaćmienie Słońca czy fazy księżyca. Seans trwał 45 minut. W ocenie niektórych było to bardzo długie i senne 45 minut.
    Po planetarium przyszedł czas na Kościół a właściwie Bazylikę Katedralną pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Naszym celem było wejście na szczyt wieży i podziwianie przepięknej panoramy miasta. Wspinaczka po tych „cudownych” wąskich i krętych schodach była niezłym rozbudzeniem po ospałym Planetarium. We wnętrzu Kościoła wiele nie obejrzeliśmy, ponieważ większość dzieł obecnie jest restaurowana. Pan Przewodnik, który oprowadzał nas po kościele, opowiedział nam historię Bazyliki, a my w tym czasie podziwialiśmy pracę konserwatorów.
Kolejnym punktem programu wycieczki była wyprawa po Wiśle na pokładzie statku „Wanda” 40 minutowy rejs stworzył nam znakomitą okazję do podziwiania m.in. murów miejskich, baszt obronnym oraz gotyckich bram.
     Po dobiciu do brzegu nieco zmarznięci udaliśmy się w stronę tzw. Krzywej Wieży. W średniowieczu była to baszta miejska miejska, obecnie zaś mieści się tam Toruńska Agenda Kulturalna oraz kawiarnia „Krzywa Caffe”. Budowla ta nie bez powodu posiada miano „krzywej” wieży, bowiem odchylenie od pionu na dzień dzisiejszy wynosi ok. 1,5m. Podobno tylko ludzie czyści moralnie i niewinni są w stanie bez większych problemów stanąć prosto, ale to tylko „podobno”.
    Kiedy odważni wycieczkowicze sprawdzili już swoją moralność, mogliśmy udać się na spacer po Rynku i okolicznych uliczkach oraz na „małe co nieco”. Oczywiście nie obyło się również bez zakupu pamiątek. Można było nabyć m.in. figurki z podobizną Kopernika, pocztówki czy też obrazki na ścianę z panoramą Torunia. Jednak zdecydowana większość zamiast tego typu suwenirów wolała zainwestować w świeże, pyszne pierniki.
     I tak oto szybko dobiegła godzina zbiórki. Udaliśmy się jeszcze do Żywego Muzeum Piernika. Tuż po przekroczeniu drzwi muzeum w nasze nozdrza uderzył roznoszący się zapach pierników. Po chwili oczekiwania piekarz zaprowadził nas do stołu, przy którym krzątała się Czarownica. Oboje przybliżyli nam pracę w średniowiecznej piekarni, a także tajemny przepis na piernik, którego nie mogę podać przez wzgląd na złożoną przysięgę. Po teorii przyszedł czas na praktykę. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy i ruszyliśmy do pracy. Zadanie, które nam przydzielono, wykonaliśmy nader sprawnie. Czarownica wraz z Piekarzem szybko ułożyli nasze dzieła na blachach i włożyli do pieca. Po otrzymaniu dyplomów i naszych pierników musieliśmy opuścić muzeum.
    Zadowoleni, z uśmiechami na twarzach oraz gorącymi piernikami w dłoniach, poszliśmy do autokaru. Droga powrotna zaowocowała w odkrycie u niektórych osób „talentu” wokalnego. Dawało się słyszeć takie hity jak: „Ona tańczy dla mnie”, „Stalowa rura” czy także niekwestionowany przebój „Bożenka”. Podczas powrotu do domu czas biegł jak oszalały. Nim zaczęliśmy rozkręcać prawdziwą „imprezę”, dojechaliśmy już do Łęczycy. W końcu wszystko co dobre, szybko się kończy…
W mojej ocenie była to niesamowicie udana wycieczka. Pomimo niezbyt dobrej pogody potrafiliśmy się świetnie bawić. I uwaga ta nie dotyczy wyłącznie uczniów, ale i opiekunów również. Miejmy nadzieję, że następne wyjazdy będą równie udane i ekscytujące.

Mateusz Stefański kl. I TIE

Niech żyją nam!

Dnia 12 października bieżącego roku ogodzinie 1000 odbyła się akademia z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Uroczystość miała miejsce w sali gimnastycznej, gdzie zebrali się nauczyciele, uczniowie oraz zaproszeni goście, wśród których byli : 

     

  •       pani Ilona Królikowska, która reprezentowała posła Michała Pacholskiego, 
  •      Starosta Powiatu Łęczyckiego – pan Wojciech Zdziarski, 
  •      prezes Zarządu Rejonowego PCK w Łęczycy – pan Henryk Wójcik, 
  •      współpracujący ze szkołą sierż. Tomasz Miernik, który reprezentował Dowódcę I Dywizjonu Lotniczego im. Ziemi Łęczyckiej w Leźnicy Wielkiej pana      ppłk. pilota Ryszarda Kowalczyka, 
  •       porucznik Jakub Kisiel reprezentującyDowódcę I Dywizjonu Szwoleżerów marszałka Józefa Piłsudskiego 
  •        ppłk. Radosława Cyniaka, 
  •       ppłk Krzysztof Urbański oraz mjr Grzegorz Leśniewicz – zastępcy Dyrektora ZakładuKarnego w Garbalinie, 
  •       sierż. Agata Bierzyńska reprezentująca Komendanta Powiatowego Policji w Łęczycy mł.insp. Pawła Karolaka, 
  •       Komendant Miejski PSP w Łodzi – starszy brygadier Andrzej Wyciszkiewicz, 
  •       Prezes OSP w Łęczycy – p. Krzysztof Graczyk, 
  •       dyrektor Domu Kultury w Łęczycy – pani Olga Kurowska, 
  •       emerytowani nauczyciele, 
  •       rodzice. 


Po powitaniu gości oraz złożeniużyczeń gronu pedagogicznego oraz uczniom dyrektor szkoły – pan Andrzej Saganiak poprosił o zabranie głosu przybyłych gości. Nasza szkoła otrzymała piękny obraz marszałka Piłsudskiego od ppłk Krzysztofa Urbańskiego. Następnie pani dyrektor– Olga Kurowska ogłosiła wyniki konkursu „Wyjątkowy nauczyciel” zorganizowanego przez Dom Kultury, który wygrała nasza niezastąpiona p. Bogumiła Sadokierska. W dalszej części akademii dyrektor szkoły wręczył nagrody nauczycielom i pracownikom szkoły, które otrzymali: 

  •        p. dyr K. Tomczak 
  •        p. K. Andrzejczak 
  •        p. M. Cerk 
  •        p. M. Czarnocińska 
  •        p. M. Klukowska 
  •        p. M. Pacholczyk 
  •        p. M. Trzepińska 
  •        p. K. Bednarek 
  •        p. S. Graczyk 
  •        p. M. Szeming 
  •        p. R. Krzyżaniak 
  •        p. B. Raj 
  •        p. L. Lewandowski. 

 

Na koniec pałeczkę przejęli uczniowie kl. 3CLO pod kierunkiem p. K. Andrzejczaka. Przedstawili oni codzienne życie naszych nauczycieli oraz pracowników obsługi kładąc akcent na ich najzabawniejsze cechy. Widownię rozbawił także chłopak, który śpiewając piosenkę, zapomniał słowa, ale na szczęście całkiem nieźle wybrnął z tej sytuacji. Po akademii wszyscy goście zostali zaproszeni na skromny poczęstunek, a my mogliśmy cieszyć się długą przerwą. ;) 

 

Ewelina Rosiak, kl. 1DLO 

Na pomoc pradolinie

W dniu 14 września 2012 r. część uczniów naszej szkoły wraz z opiekunami wzięli udział w Akcji Sprzątania Świata. Celem wyprawy były porządki na odcinku Pradoliny Warszawsko-Berlińskiej, znajdującej się 94 m n.p.m., nieopodal przejścia w kierunku lasku w Błoniu. 

Na początku wszyscy byli bardzo podekscytowani i zadowoleni z powodu braku dalszych lekcji. Jednak entuzjazm zgasł, kiedy uczestnikom zaczęło doskwierać ostre słońce oraz ból nóg spowodowany tempem i długością trasy. Najbardziej zrezygnowani byli uczniowie klas mundurowych, którzy w swych ciężkich żołnierskich ubraniach i niewygodnych butach, męczyli się bardziej niż pozostali. ;) Po zebraniu niewielkiej ilości śmieci z wyznaczonego obszaru uczniowie ruszyli w dalszą drogę, niecierpliwie wyczekując końca. Uśmiech na twarzach naszych uczestników pojawiał się z każdym postojem, podczas którego przewodnik PTTK opowiadał nam ciekawostki o miejscach, w których się znajdowaliśmy. Jednakże największą radość wywołał najdłuższy odpoczynek opodal lasku w Błoniu. Wszyscy mogli usiąść bądź poleżeć i poopalać się w prażącym słońcu. Po dłuższej przerwie ruszyliśmy w drogę powrotną. Wówczas wszyscy uczestnicy wyprawy zaczęli żartować i jak najszybciej podążać w stronę szkoły. Po powrocie młodzież rzuciła się na swoje plecaki, w których znajdowały się zimne napoje i pyszne kanapki.  

Mimo wielkiego narzekania wszyscy mile wspominają minioną przygodę. ;p  

 

Ewelina Rosiak, kl. ID LO 

Wakacyjny urok prysł!

  ,,Dzwonek zabrzmiał pierwszy raz. Już do szkoły wrócić czas...” To stwierdzenie na pewno przebiegło każdemu uczniowi naszej szkoły przez głowę 1 września o godzinie 9.00 w dniu rozpoczęcia roku szkolnego 2012/2013. 

  Powitaniom z kolegami tudzież z koleżankami, których nie widzieliśmy całe dwa miesiące nie było końca. Uściski, buziaki czy ,,piątki’’ to stały punkt tego typu spotkań. Trzeba było jednak, niestety, zejść na ziemię i wysłuchać tego, co miał nam do zakomunikowania pan dyrektor Andrzej Saganiak.

  Po wprowadzeniu sztandaru i odśpiewaniu hymnu został odczytany list Ministra Edukacji Narodowej adresowany do nauczycieli oraz uczniów. Następnie, odczytany został referat z okazji 73 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Każdy z zaproszonych na tę okoliczność gości, przekazał nauczającym i uczącym się życzenia wytrwałości i sukcesów. Zrobił to również pan dyrektor, który przedstawił nam najnowsze ,,transfery” do naszego szkolnego grona pedagogicznego. Jeszcze tylko uroczyste ślubowanie klas pierwszych (ależ oni byli dzielni!) oraz wyprowadzenie sztandaru i można było już iść do domu, żeby przygotować się do trudów dnia następnego, który będzie zapowiedzią niezwykle pracowitego roku szkolnego.

 

 

Dawid Kowalczyk, kl. IIA LO

Pegaz zdębiał

W maju 2012 r. rozstrzygnięty został konkurs literacko – fotograficzny Gra słów i obrazów zorganizowany przez Bibliotekę Pedagogiczną w Łęczycy. Warunkiem uczestnictwa było samodzielne napisanie limeryku dotyczącego Łęczycy lub okolic oraz wykonanie fotografi iopisanego miejsca. Limeryk jest formą niezwykle wyrafinowaną i kunsztowną. Lakoniczny, zwykle humorystyczny, niekiedy groteskowy w swej wymowie, powinien być zbudowany według ściśle określonych prawideł takich jak stały układ rymów, liczba sylab akcentowanych itp. Limeryki pisali tak wybitni poeci jak Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Julian Tuwim czy Konstanty Ildefons Gałczyński. Z dumą pragniemy poinformować, że w kategorii szkół ponad gimnazjalnych trzy pierwsze miejsca zdobyły uczennice naszej placówki. Miejsce pierwsze zajęła Magdalena Ignaczak za limeryk Ucieczka dziadka, drugie Aleksandra Pisarkiewicz za wiersz O Łęczyckim szlachcicu (opiekun - p.Kinga Papla – Kielarska). Zaś miejsce trzecie przypadło Karolinie Rusek za Łęczycki czar(t) (opiekun p. Wioletta Dudzińska). Poniżej prezentujemy nagrodzone utwory:

1. Ucieczka dziadka,

2. O łęczyckim szlachcicu,

3. Łęczycki czar(t).

Rola piłki nożnej w społeczeństwie przez pryzmat EURO 2012

            8 czerwca 2012 roku rozpoczął się 14 turniej o mistrzostwo Europy w piłce nożnej, organizowany wspólnie przez Polskę i Ukrainę. To wydarzenie skłoniło mnie do głębszego zastanowienia się nad rolą piłki nożnej w społeczeństwie.
            Od wielu lat sport ten wzbudza w mężczyznach i nie tylko wielkie emocje. Starsze pokolenie pamięta jeszcze okres świetności polskiej reprezentacji. Któż z nas nie słyszał o „Orłach Górskiego”: K. Deynie, A. Szarmachu, G. Lato czy J. Tomaszewskim. Polacy wraz z organizacją EURO 2012 wiązali wielkie nadzieje z drużyną narodową. Nasze emocje ostudził mecz Polska – Czechy, rozegrany jako ostatnia szansa na wyjście zgrupy i awans do ćwierć finału
            Wracając do tematu – nikt niema wątpliwości, że rola futbolu w dzisiejszym społeczeństwie jest ważna i zróżnicowana. Sport ten pozwala ludziom spotykać się, wymieniać poglądy czy też zawierać nowe znajomości. Kibice zróżnicowani wiekowo, pochodzący z różnych regionów Polski, dopingujący na co dzień lokalnym drużynom, tworzą jeden zgodny chór, wykrzykujący: „Polska, biało – czerwoni!
            Mówi się również o tym, że piłka nożna rozładowuje wiele negatywnych emocji nawarstwiających się niekiedy między narodami. To właśnie na stadionach rozstrzygane zostają licznenie porozumienia między zwaśnionymi krajami.
            Zaryzykuję twierdzenie, że liczne bójki i rozboje, uważane przez wielu za negatywne zjawisko, niosą za sobą pozytywne skutki. Do nieporozumień zachodzi zazwyczaj w określonych miejscach, gdzie czekają już służby mundurowe przygotowane na taką okoliczność, mogące szybko załagodzić sytuację. Gdyby nie takie uroczystości, między ludźmi innych narodowości dochodziłoby do sporów w miejscach, gdzie policja nie byłaby wstanie dotrzeć tak szybko, mogłoby w ten sposób dojść do wielu tragedii
            Dzięki EURO 2012, Grecja mogła zapomnieć o wielu niepowodzeniach takich jak kryzys czy zamieszki w kraju.Zabłysnęła ona pokonując Rosję i awansując do ćwierć finału. To pozytywne zaskoczenie może zjednoczyć greckich kibiców w dopingowaniu swojej drużyny do następnych sukcesów.
            Jednak mimo wielu pozytywnych aspektów, są również te złe. Przed spotkaniem Polski z Czechami na wielu portalach internetowych, nasi rodacy ukazując dwie drużyny jako postacie z kreskówek – Reksia i Krecika, tworzyli krwawe animacje. To wskazuje, że Polacy nie mają zdrowego podejścia do naszych stadionowych zmagań.
            Jednym z ważniejszychproblemów dotyczących naszego społeczeństwa jest korupcja. Wielu Polaków i nie tylko chcąc się wzbogacić, próbowało wykorzystać EURO 2012 i skorzystać na budowach stadionów i autostrad. Prowadzi to do wielu nieporozumień, bardzo krzywdzące jest również to, że sprawy te zazwyczaj nie wychodzą na światłodzienne.
            W środkach masowego przekazu wszyscy żyją życiem naszej reprezentacji oraz trenera Franciszka Smudy. Informacje z kraju i ze świata zostały zepchnięte na drugi plan, ponieważ dla mediów priorytetem stało się to, co nasi piłkarze robią w danej chwili. Czyżby podczas trwania EURO nic ważnego nie działo się wokół nas?
            Kolejną rzeczą rzucającą się woczy jest ilość flag na polskich ulicach kibice chcąc okazać patriotyzm i dać wsparcie swojej drużynie manifestują to poprzez wywieszanie barw narodowych. Zadziwiające jest to, że tylu oznak tego narodowego symbolu nie ma nawet w dniu 2 maja. 
            Należy zauważyć, że pod tymi wszystkimi emocjami kryją się ogromne koszty organizacji tego typu imprezy. Piękny stadion w Gdańsku w kolorze bursztynu nie zniknie z końcem EURO. Niezapominajmy, że utrzymanie takiego obiektu wiąże się z ogromnymi kosztami. Czy kraj w trudnej sytuacji finansowej powinien obarczać się takimi wydatkami? Kraje takie jak Grecja czy Portugalia do dzisiejszego dnia   nie mogą podnieść się z kryzysu, co należy podkreślić, one też organizowały wielkie imprezy sportowe.
            Naszych rodaków łączy wiara w to, że złote lata polskiego futbolu powrócą, dlatego mimo wielu niepowodzeń, jego rola w społeczeństwie nie ulegnie zmianie. Pomimo tego, że piłka nożna wzbudza wiele kontrowersji pozostaje ona najpopularniejszym sportem na świecie.



Weronika Turkowska
Klasa II TEK

Auschwitz

Auschwitz… „Straszne, okrutne słowo. Przy jego dźwięku sumienie świata dostaje drgawek. To miejsce, gdzie człowiek człowiekowi czynił coś takiego, co w żadnym języku świata nie zostało dotąd zdefiniowane." Z tymi słowami pochodzącymi z książki Kazimierza Piechowskiego "Byłem numerem" musi zgodzić się każdy, kto chociaż raz był w Auschwitz – Birkenau. Jest tam dzisiaj Muzeum, ale jakże inne od wszystkich, jakie do tej pory zwiedziłam. To miejsce niezwykłe, wobec którego chyba nikt nie pozostaje obojętny.

Widok dawnego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady już z daleka, mimo słonecznego dnia, budzi niepokój. Powodują to kolczaste druty i wieżyczki strażnicze okalające ceglaste i drewniane baraki. Potem wejście – brama z mylącym napisem, który brzmi teraz niezwykle szyderczo: „Arbeit macht frei”. Żwirowymi uliczkami dochodzi się do parterowych baraków mieszkalnych, które można zwiedzać. Zimne, kamienne umywalnie, latryny na dziesiątki osób, piętrowe drewniane prycze – po wejściu natychmiast cierpnie skóra! Jeszcze gorzej jest przy oglądaniu komór gazowych i pieców krematoryjnych. Mimo panującego porządku i ciszy są one dzisiaj wymownym dowodem okrucieństwa człowieka wobec człowieka. Tutaj praca nikogo nie uratowała i uwolniła, to obóz zagłady, z którego więźniowie nie wychodzili przez bramę, lecz „ulatywali w niebo” wraz z dymem z krematoriów.

Dalej szeroka aleja prowadzi do Ściany Straceń, przy której rozstrzeliwano więźniów. To symboliczne miejsce, gdzie złożone są kwiaty, płoną znicze na dowód pamięci o pomordowanych. Wszyscy milczą tu w zadumie, niektórzy może nawet modlą się...

W głównej części muzeum mieszczą się liczne wystawy. Rzucają się w oczy zdjęcia wychudzonych do niemożliwości mężczyzn, kobiet i dzieci w pasiakach. Zgrozę budzą fotografie ofiar eksperymentów pseudomedycznych. To dzisiaj tylko biało-czarne plansze papieru, ale przecież za każdą z nich stoi dramat jednostki. Za wielkimi szybami zobaczyć można odebrane więźniom stosy okularów, walizek, protez. Najtrudniej jest przy olbrzymiej gablocie wypełnionej ludzkimi włosami, świadczącej o tym, iż więźniów przed śmiercią jeszcze chciano upodlić i odrzeć z resztek godności.

Odwracam wzrok od przerażających gablot i próbuję skupić się na słowach przewodnika. Ale przekazywane przez niego informacje też nie pozwalają zapomnieć o strasznych rzeczach, jakie miały tu miejsce przed siedemdziesięciu laty. Dane i statystyki są porażające: obóz Auschwitz – Birkenau to największy cmentarz Europy, miejsce zagłady miliona ludzi, głównie narodowości żydowskiej. Jedynka i sześć zer – to taka liczba osób, jakiej nie ogarnia moja wyobraźnia. Dlatego jeszcze raz trzeba spojrzeć na zdjęcie wychudzonego chłopca, który musiał umrzeć w męczarniach tylko dlatego, że był znienawidzonym przez nazistów Żydem.

Auschwitz to również niezwykle wymowny symbol holocaustu – zagłady i męczeństwa Żydów w czasie II wojny światowej. To najbardziej przerażający dowód na to, jak bezwzględny i okrutny może być człowiek wobec drugiego człowieka. W tym miejscu można zwątpić w takie uniwersalne wartości jak dobro, humanitaryzm czy sprawiedliwość. Jednak fakt, że każdego dnia przybywają tu setki ludzi z całego świata świadczy o tym, iż pamięć o ofiarach faszyzmu jest wciąż żywa. Tego dnia obóz Auschwitz - Birkenau zwiedziła również włoska reprezentacja, która przebywa w Polsce podczas Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Piłkarze, mimo wielu zajęć i radości ze sportowego święta, znaleźli czas na wizytę w tym Miejscu Pamięci. Wychodzili z Muzeum wyraźnie wzruszeni…





Alicja Albin, Kl. IIB LO

Ach, co to była za Majówka!


26 maja bieżącego roku miała miejsce zorganizowana przez Starostwo Powiatowe w Łęczycy XIX Powiatowa Majówka Zdrowia. Impreza ta odbyła się w Parku miejskim w godzinach od 10:00 do 15:00. Wzięło w niej udział wiele szkół m.in. Zespół Szkół nr 2 im. Jadwigi Grodzkiej, Liceum im. Kazimierza Wielkiego, Zespół Szkół nr 1 im. kard. Stefana Wyszyńskiego w Łęczycy, jak również gimnazja (np.Gimnazjum im. Czesława Miłosza w Topoli Królewskiej).

W tegorocznym programie znalazło się wiele atrakcji, zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Każdy uczestnik mógł znaleźć coś dla siebie. Przybyłe szkoły zapewniły wrażenia artystyczne, wśród nich znalazły się występy taneczne, popisy wokalne i skecze kabaretowe. Dla maluchów przygotowano różnego kształtu dmuchane zjeżdżalnie, między innymi. zamki. Zaplanowano liczne kiermasze oraz wystawy. Ponadto zwolennicy smakołyków mieli możliwość posmakowania potraw, miłośnicy dawnych form transportu - przejażdżki konnej, swojego szczęścia można było spróbować w loterii fantowej, a z najnowszymi trendami zapoznać się podczas pokazów makijażu i beat boxu. W parku odbyły się też pokazy ratownictwa medycznego. Łęczyccy strażacy z okazji 20-lecia PSP zaprezentowali sprzęt gaśniczy sprzed 20 lat oraz pojazdy, z których korzystają obecnie. Przybyli mogli sprawdzić swoją wiedzę w zorganizowanym konkursie wiedzowym.

Uczniowie ZSP im. Jadwigi Grodzkiej zajmowali się rozdawaniem materiałów o tematyce propagującej honorowe krwiodawstwo oraz prawidłowe odżywianie się, a także ulotek zachęcających do porzucenia nałogu, jakim jest palenie. Uczestnicy imprezy mogli się poddać badaniom zdrowotnym (np. pomiarowi ciśnienia krwi). Mogli także zaczerpnąć wiedzy na temat udzielania pierwszej pomocy. Przedstawiciele klas mundurowych zapoznawali przybyłych z technikami alpinistycznymi przy wchodzeniu na drzewo. Wystąpiły również szkolne zespoły taneczne, czyli „Respekt” i „Amstaff”. Uczniowie przedstawili publiczności dwa skecze kabaretowe pt, „Randka” oraz „Papieros”.

XIX Majówka Zdrowia w Łęczycy przebiegła w przyjemnej atmosferze pod czujnym okiem służb mundurowych (policja, straż pożarna). Wszystkim jej uczestnikom jak również i organizatorom będzie kojarzyła się z niezwykle miło spędzonym czasem oraz równie niezwykłymi atrakcjami.


Magdalena Ryk
Kl. ID LO

Obradowanie przy stole, czyli rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja


      Na trzeciej godzinie lekcyjnej dnia 30 kwietnia br. w naszej szkole odbyła się akademia z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Była to dla nas dobra okazja do odświeżenia wiedzy historycznej.

    Akademia miała charakter uroczysty. W pierwszej kolejności na salę został wniesiony szkolny sztandar oraz gremialnie odśpiewano hymn. Prowadzące powitały wszystkich obecnych. Został również odczytany list okolicznościowy prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej pana Bronisława Komorowskiego. Konferansjerki uroczystości wprowadziły nas kilkoma słowami w znaczenie aktu prawnego, jakim jest Konstytucja. Przypomnieliśmy sobie np. dokładną datę jej uchwalenia, czas jej trwania i główne założenia. Jeszcze tylko poruszająca recytacja dwóch patriotycznych wierszy oraz wysłuchanie piosenki W kącie świata… i zaczęło się przedstawienie.

      Aktorzy nie byli może przebrani w stroje z epoki, ale mieli za to wybitny talent komediowy. Współorganizatorkami akademii były panie: Małgorzata Trzepińska oraz Magdalena Mroczkowska, które podkreśliły, że aktorzy oddali  w pełni panującą wtedy sytuację w kraju. W końcu nikt nie chciał uznać za stosowne przyznanie się do odpowiedzialności za upadek Polski, a do śmiechu wszyscy pierwsi. To zresztą pozostało Polakom do dziś. Na koniec chłopak wcielający się w rolę marszałka Małachowskiego odczytał tekst preambuły Konstytucji.

    Później nastąpiła kolejna arcyciekawa recytacja. Prowadzące akademię przypomniały również dalsze losy naszej Ojczyzny po uchwaleniu Konstytucji. Całość zwieńczyła piosenka Ojczyzna z repertuaru Marka Grechuty.

      Pozostaje mieć nadzieję, że nie zniknie nigdy w nas poczucie polskości i będziemy pamiętać o świętowaniu tak ważnych dni.



Dawid Kowalczyk kl. I ALO 

Czy matura to bzdura?



Matura to  przecież nie koniec świata. To możliwość kroku na przód, skoku w dorosłe życie, otwarcie nowych perspektyw i jeden z etapów do realizacji marzeń. Otoczka wokół niej jest bardzo patetyczna i wzniosła. Wszyscy na około wykazują wręcz zbyt wielkie zainteresowanie nasza maturą, nasilając tylko frustrację u maturzystów, którzy tak naprawdę mają dosyć non stop udzielania odpowiedzi na te same pytania . I słuchania na okrągło oczywistych faktów, o których każdy doskonale zna. Bo przecież każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu ma świadomość tego, że egzamin dojrzałości jest przepustką do lepszej przyszłości. Uważam, że opanowanie umiejętność pisania, czytania ze zrozumieniem, liczenia czy też porozumiewania się w języku obcym na podstawowym poziome jest do osiągnięcia dla każdego, jest to tylko kwestia zaangażowania i pracy.  Wiec nasuwa się pytanie dlaczego wszyscy wokół maturzystów robią taki wielki szum? Skąd ta paranoja? Jedyna rzeczą,  która jest im w tym momencie potrzebna to święty spokój. Matura i to z  jakim podejściem do niej się podchodzi, zależy od indywidualnego nastawienia i dojrzałości.  Więc wytwarzanie dodatkowej presji poprzez stawianie wygórowanych wymagań jest zbyteczne, w końcu maturzyści mają wystarczająco dużo zmartwień związanych na przykład  z wyborem studiów. Kiedy ktoś kończy szkołę, nie powinien zdawać żadnego egzaminu, w przypadku jego oblania prowadzi to tylko do wyszydzenia w środowisku. Ten zaś, kto wybiera się na studia, powinien tok swojej nauki, jej środek ciężkości przerzucić na dziedzinę, która związana będzie z jego dalszym uczeniem się i zdawać egzamin kwalifikacyjny na studia. Więc reasumując matura to nic strasznego, najważniejsze to nie dać się zwariować. Bo jak pokazuje program z Kubą Jankowskim matura nie jest obiektywnym wyznacznikiem naszej wiedzy i poziomu naszej inteligenci. Osoby występujące w programie, będące świeżo po maturze nie potrafią często odpowiedzieć na pytania banalne dotyczące rzeczy przewijających się w ich  codziennym życiu. Idealnie obrazuje to hasło 3*z zdać, zakuć, a po maturze po prostu zapomnieć.


Angelina  Kuleczka

Z Szymborską w Grodzkiej



Siedemnastego kwietnia 2012 roku w Zespole Szkół im. Jadwigi Grodzkiej odbył się Konkurs Recytatorski poświęcony twórczości Wisławy Szymborskiej. Organizacją uroczystości zajęły się nauczycielki języka polskiego: mgr Wioletta Dudzińska i mgr Kinga Papla - Kielarska. Uczniowie naszej szkoły wyłonieni z wcześniejszego przesłuchania interpretowali wybrane utwory poetki. Łącznie w konkursie udział wzięło dziesięcioro uczniów, z których jury wyłoniło trzech laureatów.

Wśród wielu występów, tylko nieliczne zrobiły na mnie wrażenie, odróżniały się one niezwykłym temperamentem od pozostałych.

Moją faworytką stała się Inez Olczak recytująca utwór pt. Kot w pustym mieszkaniu. Gdy ta z wyglądu niepozorna dziewczyna stanęła na scenie, nikt nie mógł nawet przypuszczać co się za chwilę stanie. Zaczęła delikatnie; budując w ten sposób napięcie, aż w pewnym momencie diametralnie zmieniła swój ton. Idealnie wczuła się w postać kota tęskniącego za swoim panem, z łatwością operowała swoimi emocjami. W tych kilkunastu wersach wyraziła tęsknotę, żal a na końcu złość. Dzięki Inez zrozumiałam, że jest to wiersz genialny w swojej prostocie. Decyzja jury była dla mnie dużym zaskoczeniem, gdyż według mnie to ona zasłużyła na pierwsze miejsce.

Na wzmiankę zasługuje również wiersz pt. Przy winie… recytowany przez Martynę Czarnecką. Dziewczyna swoją interpretacją wprowadziła wśród słuchaczy zmysłowy i tajemniczy nastrój. Wspaniale dopasowała tembr głosu do klimatu panującego w tym utworze. Był to występ zasługujący na trzecie miejsce.

Zainteresowała mnie również Miłość szczęśliwa w interpretacji Julii Koseckiej. Utwór ten zmusił mnie do wielu przemyśleń i zawdzięczam to właśnie tej interpretacji. Uważam, iż w recytacji brakowało ekspresji, jednak zastosowanie pytań retorycznych i wykrzyknień zrekompensowało to niedociągnięcie. Widać było jej zaangażowanie w swoją wypowiedź, choć trochę rozpraszał mnie ton jej głosu.

 Dobrze zapowiadał się również występ Sebastiana Borowicza, niestety w wyniku tremy – wcześnie zakończony.

Muszę natomiast skrytykować laureatkę pierwszego miejsca Iwonę Janiak recytującą liryk pt. Żona Lota. Chcąc zrobić jak największe wrażenie wykrzyczała cały wiersz, przez co większość słów była dla mnie niezrozumiała. Nie zainteresowała mnie swoją interpretacją, wręcz zniechęciła do przeczytania tego utworu. Nie zamierzam podważać werdyktu wykwalifikowanego jury, na którego decyzję wpłynęło doświadczenie i znajomość rzeczy. Z mojego punktu widzenia – słuchaczki nie posiadającej szczególnej wiedzy na temat poezji - Iwona jako tytułowa „żona Lota” zatraciła się chcąc wczuć się w rolę. Mimo krytyki podziwiam jej zapał, niełatwo przecież wyrecytować tak długi utwór podniesionym głosem. Nie można zaprzeczyć, że słuchaczami wstrząsnęła taka interpretacja. Uważam, że Iwona postawiła sobie za wysoką poprzeczkę, której nie udało się jej pokonać.

Równie sceptycznie chciałabym odnieść się do interpretacji wiersza pt. Miłość od pierwszego wejrzenia recytowanego przez Magdalenę Ignaczak. W tym przypadku na mojej opinii zaważyła zła wymowa niektórych spółgłosek. Wiersz przekazany bez wyrazu, jakichkolwiek emocji. Myślę, że utwór ten przedstawiony przez innego uczestnika mógłby zyskać na wartości.

Podsumowując: konkurs zaowocował w odkrycie nowych talentów, jednakże wydawać by się mogło, że Szymborska pisząc Żonę Lota miała na myśli niektórych mówców i sugerowała im podzielenie losu małżonki tego zacnego mieszkańca Sodomy. Pomimo tego konkurs był miłą odskocznią od codziennych obowiązków oraz momentem zadumy nad miejscem człowieka we współczesnym świecie.


Weronika Turkowska

 klasa II TEK

Dni otwarte

Dnia 22.03.12r. w naszej szkole odbyły się Dni Otwarte. Było to przedsięwzięcie wymagające ogromnej pracy i zaangażowania od jego organizatorów, mimo to końcowy efekt zdecydowanie wywierał bardzo pozytywne wrażenie. Głównymi opiekunami imprezy byli: pani Bogumiła Sadokierska, pani Małgorzata Trzepińska, pani Iwona Antczak, pan Maciej Kazimierski, pan Maciej Szeming, pan Cezary Maciejewski, pani Magdalena Mroczkowska oraz pani Marzena Bilicka. Nie wolno nam jednak zapomnieć o zaangażowaniu uczniów, którzy dzielnie trwając na swych wyznaczonych stanowiskach starali się jak najlepiej promować szkołę.

Na przybyłych gimnazjalistów czekało wiele atrakcji. Na początku uczniowie klas mundurowych oprowadzali ich po szkole pokazując pomieszczenia oraz korytarze, po których miejmy nadzieję będą w przyszłym roku chodzić. Następnie wędrując na salę gimnastyczną, nasi goście mogli przez chwilę zanurzyć się w artystycznej otchłani naszej szkoły między innymi poprzez oglądanie występów kabaretowych „Baśki i Aśki” i „Kabaretu Dewolaj” oraz poprzez słuchanie występów wokalnych utalentowanych uczniów. Na Sali gimnastycznej były także rozmieszczone stoiska każdej z klas, z których można było wziąć ulotkę, bądź zaczerpnąć więcej informacji na temat danego profilu od trzymających tam wartę uczniów. Wychodząc na boisko, gimnazjaliści mogli wspinać się na most linowy, strzelać do celu, robić sobie zdjęcia „przybierając” inne postacie, a także podziwiać pokazy taneczne zespołu „Amstaff”. Wracając do budynku szkoły uczniowie trzecich klas gimnazjum byli zapraszani na pokazy chemiczne, gdzie uczniowie klasy mundurowej wykonywali bardzo efektowne doświadczenia pod przewodnictwem pana Cezarego Maciejewskiego, np. symulacje wybuchu prawdziwego wulkanu, „pastę do zębów dla słonia”, uwolnienie chemicznego ducha oraz wiele innych. Dodatkowo atmosferę budowała świetna, wszędzie obecna muzyka płynąca z głośników.

Cała impreza była bardzo udana. Na miejscu gimnazjalistów nawet nie zastanawiałbym się nad wyborem, tylko brała plecak z książkami i pędziła do naszej szkoły. Panująca atmosfera była bardzo przyjemna, mogę tylko żywić nadzieję, że nikt nie przestraszył się niekoniecznie przyjemnego zapachu pochodzącego od niektórych substancji chemicznych. Była to jednak niewielka cena za emocje wzbudzane przez niezwykłe pokazy. Jeżeli gimnazjaliście byli tak wszystkim oczarowani jak ja wraz z moimi koleżankami i kolegami z klasy w zeszłym roku, to możemy we wrześniu liczyć na mnóstwo pierwszaków.

Justyna Szurgot
kl. ID LO

„Hej kolędy w Grodzkiej czas!"

     Męczące przygotowania czy pójście na żywioł? To pytanie ciągnęło się za nami przez cały okres przygotowań do Szkolnego Konkursu Kolęd i Pastorałek. W głowie mieliśmy milion pomysłów na nasz występ. Co próba, to zmiana repertuaru. Ostatecznie, dopiero na generalnej, doszliśmy do porozumienia. Ustaliliśmy wszystko i … musieliśmy iść, gdyż zadzwonił dzwonek.

      Mimo, iż mieliśmy dwie godziny wtorkowych prób za sobą nie byliśmy spokojni. Tym bardziej, że szliśmy na pierwszy ogień. Znowu!!! Ale cóż? Taki nasz los. Przebrany w kostium Józefa, wraz z cała klasą, pomaszerowałem „na randkę z przeznaczeniem”.

     W sali gimnastycznej siedziała już większość klas. Nie było jeszcze wszystkich, dlatego mogliśmy spokojnie zająć swoje miejsca i oswoić się ze sceną. Niedługo później prowadzący przywitali wszystkich oraz opowiedzieli kilka ciekawostek na temat kolęd i świątecznych zwyczajów. Bynajmniej, nie mogło to jednak trwać długo. Jeszcze tylko zaprezentowanie składu sędziowskiego, w którym zasiadała nasza wychowawczyni (niemogliśmy jednak liczyć na jej przychylne oko, gdyż tuż przed konkursem powiedziała nam, że będzie nas oceniać tą samą miarą, co innych) i możemy zaczynać. Ku naszemu zdziwieniu, jednak nie my wystąpiliśmy jako pierwsi. Może dobrze się stało, gdyż zdjęło to z nas presję… I przyjemnie było popatrzeć na Św. Mikołaja wiezionego na taczkach przez diabła! Jednak trwało to krótko. Nadszedł nasz czas! Jeszcze tylko zdjęcie butów przeze mnie i moją Maryję– Julię i możemy zaczynać. Wszyscy wyszli na środek tylko ,,Święta Rodzina” i pastuszek               (w postaci Martyny) czekali na swoją kolej. I doczekaliśmy się! Naszą rolą było, co prawda, tylko siedzieć i ładnie wyglądać, ale zdenerwowanie równie duże. Nieskromnie dodam, iż bez nas byłoby na pewno mniej ciekawie. Po tym, jak reszta zaśpiewała Hej kolęda, kolęda wstaliśmy i piękniesię ukłoniliśmy. Teraz już tylko oglądanie występów innych klas i oczekiwaniena werdykt. Umilił go nasz przyjaciel Krzysiu, który powiedział, że klasa I TIN nie może wystąpić. Czyżby konkurentom odwagi zabrakło? Mieliśmy z tego duży ubaw. Oni chyba nie!

     W końcu doszło do ogłoszenia wyników rywalizacji. Po występie nie było w nas już jakiejś specjalnej presji wyniku. Szanowna Komisja ogłosiła zwycięstwo klasy IIC LO. Nam przypadło w udziale czwarte miejsce. Dla sportowca najgorsze… Dla nas nie. Mimo, że niebyło to podium i tak najważniejsza była w tym dniu aura niezwykłości pomieszana z atmosferą bliskości, życzliwości, którą każdy z nas czuł. Tego nam nikt nie odbierze.

 

Dawid Kowalczyk

Kl. IA LO

„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”

Dnia 11 grudnia 2011 roku w Domu Kultury w Łęczycy odbył się spektakl Drugi pokój  na podstawie tekstu prozatorskiego Zbigniewa Herberta. Występowało w nim dwoje aktorów: Agnieszka Sitek i Tomasz Mędrzak.

Pisząc ten utwór Herbert planował stworzyć audycję radiową - słuchowisko na dwa głosy. Dlatego też jedyną dekoracją przedstawienia było łóżko i dwa krzesła.  Tylko światło oświetlające scenę odzwierciedlało porę dnia lub nocy.

 Bohaterowie Drugiego pokoju mieszkają w sublokatorskim dwupokojowym mieszkaniu. Jeden pokój zajmują młodzi, zaś drugi – staruszka, która jest krewną bądź dobrą znajomą mężczyzny. O jej istnieniu dowiadujemy się z rozmów młodych ludzi. Są oni poirytowani obecnością sublokatorki. Drażnią ich jej wspomnienia, nagabywanie, podsłuchiwanie, gotowanie przez nią posiłków w pokoju. Woleliby mieszkać sami. Dlatego też piszą do niej list, stylizując go na pismo urzędowe nakazujące kobiecie szybką wyprowadzkę. Po otrzymaniu tego pisma staruszka zamyka się w swoim pokoju i nie reaguje na żadne sygnały z zewnątrz. W pierwszej chwili młodzi ludzie cieszą się z takiego obrotu sprawy,  ale z biegiem dni ta sytuacja coraz bardziej ich niepokoi. Mimo tego nie robią niczego konkretnego, żeby sprawdzić, co się dzieje u starszej pani. Pukają jedynie w ścianę lub spoglądają w okno jej pokoju z kamienicy na przeciwko. Kiedy wreszcie po kilku dniach mężczyzna decyduje się wejść do pokoju staruszki, okazuje się, że ona nie żyje. Nawet w tej chwili kobieta i mężczyzna zwlekają z telefonem do lekarza o potwierdzenie zgonu. Rozmyślają  tylko nad remontem pokoju.

 Spektakl Drugi pokój wstrząsnął mną. Uświadomiłam sobie, jak wielka jest odpowiedzialność człowieka za drugą osobę. Gdyby ci młodzi ludzie nie napisali tego listu staruszka nie odizolowałaby się od świata zewnętrznego. Gdyby zapukali do drzwi jej pokoju, a nie w ścianę, zapytali się czy czegoś nie potrzebuje, a nieprowadzili rozmowy o niej, to mogliby uratować swoją sąsiadkę. Ale tego niezrobili.

Po przedstawieniu aktorzy spotkali się z widownią. Pan Mędrzak opowiadał zabawne anegdoty o teatrze, w którym pracuje. Poruszył też sprawę sponsoringu kultury. Odpowiadał na pytania widzów.

Alicja Albin kl.IIB LO

Na lekcji u pani Grodzkiej...

    Zgodnie z tradycją, 8 grudnia w naszej szkole obchodzony jest Dzień Patrona, czyli Jadwigi Grodzkiej. Po raz kolejny nie było w tej kwestii żadnego wyjątku i uroczystość, przygotowana pieczołowicie przez część naszej kadry nauczycielskiej z panią Patrycją Szalkowską - Śliwińską na czele, odbyła się, jak zawsze, na sali gimnastycznej. Pojawili się nie tylko nauczyciele oraz uczniowie (obowiązkowo w eleganckich strojach galowych), ale i wielu gości z zewnątrz, w tym dziekan łęczycki - ksiądz Sławomir Sobierajski, senator RP pan Przemysław Błaszczyk, poseł na sejm RP pan Marek Matuszewski czy osoby związane z Łęczycą, jak chociażby dyrektor zamku, pan Andrzej Borucki (pełna lista osób dostępna na stronie głównej szkoły!). Obecność tylu ważnych osobistości była, bez dwóch zdań, powodem do dumy nie tylko dla dyrekcji szkoły, ale nawet i dla nas, uczniów.
   Około godziny dziesiątej dyrektor szkoły Pan Andrzej Saganiak serdecznie przywitał wszystkich przybyłych, a następnie odtworzona została interesująca prezentacja multimedialna, będąca swoistym wprowadzeniem do uroczystości. Przybliżyła nam ona bowiem nie tylko życie patronki, ale
i uświadomiła, jak widzieli tę wyjątkową kobietę jej uczniowie. Aż zaczynało się żałować, że nie dane nam było poznać jej osobiście. Pokazane zostały również miejsca w Łęczycy szczególnie dla niej ważne, jak chociażby Zamek Kazimierzowski, którego bez jej zaangażowania w proces odbudowy nie moglibyśmy oglądać w stanie, w jakim jest aktualnie. Następnie odbyła się część artystyczna, czyli przedstawienie pt. Śladami Jadwigi Grodzkiej,
do której uczniowie z pełnym poświęceniem przygotowywali się ponad miesiąc. Świetne rezultaty widoczne były wyraźnie na scenie. Rolę wspaniałej polonistki i regionalistki bezbłędnie odegrała Ewelina Andrzejczak, uczennica klasy IIA LO. Jej gra była niezwykle  wiarygodna - pokazała taką panią Grodzką, jaką chyba wszyscy chcielibyśmy znać i zapamiętać – czyli kobietę dystyngowaną, spokojną, ale i z pasją, pełną poświęcenia, a także wyrozumiałości dla swoich podopiecznych. Po zakończeniu przedstawienia nastąpiło ogłoszenie wyników konkursów: poetyckiego, plastycznego oraz fotograficznego, których tematyka wiązała się właśnie z osobą naszej patronki. W pierwszym - nagroda została wręczona Arkadiuszowi Bednarkowi (IIIC LO), który zresztą chwilę później zaprezentował nam swoje umiejętności poetyckie, recytując zwycięski wiersz. Agata Bernardziak (IB LO) wygrała w konkurencji plastycznej, natomiast Marta Zajma (IA LO) została zwyciężczynią konkursu fotograficznego. Nie był to jednak koniec wrażeń, albowiem dodatkowo odbył się występ młodych artystów z łęczyckiego Przedszkola numer 2. W finalnej części uroczystości mieliśmy okazję wysłuchać przemówień zaproszonych gości, którzy niejednokrotnie wyrazili pochlebną opinię o naszej szkole czy wysokim poziomie aktorskim uczniów, biorących udział w przedstawieniu. Całą akademię uświetniły piosenki w wykonaniu Amandy Ziółkowskiej, Inez Olczak oraz Sebastiana Urbaniaka. Nie był to jednak wcale koniec występów wokalnych. Zupełną niespodzianką okazał się  repertuar jednego z zaproszonych gości, kolekcjonera i gawędziarza, pana Jana Kopka, który zaszczycił nas jakże entuzjastycznym wykonaniem kolędy "Hej, w Dzień Narodzenia", wzbudzając tym samym niepohamowaną radość wśród widzów, do tego stopnia, iż na scenie musiał pojawić się jeszcze dwukrotnie.
   Tego dnia zostaliśmy uświadomieni, jak szlachetną osobą była Jadwiga Grodzka, jak wielki był jej dar nauczania i chęć niesienia pomocy innym ludziom oraz, że bez wątpienia jest ona przykładem do naśladowania. Jednocześnie nie zabrakło przy tym radości oraz dobrej zabawy.



Paulina Kowalska kl. IIA LO

„Wróconą Wolność racz zachować Panie!’’

    Dnia 10 listopada 2011 roku o godzinie 12:00 odbył się w naszej szkole apel z okazji zbliżającego się Święta Odzyskania Niepodległości. Uczniowie zgromadzili się na sali gimnastycznej z niecierpliwością oczekując na rozpoczęcie uroczystości. Na początku nastąpiło wprowadzenie sztandaru i odśpiewanie hymnu państwowego Mazurka Dąbrowskiego. Następnie jedna z uczennic powitała wszystkich obecnych: gościa, który przybył na uroczystość czyli Przewodniczącego Oświaty w Powiecie Łęczyckim Henryka Wójcika, Grono Pedagogiczne i zgromadzonych uczniów. Później nastąpiło przedstawienie przygotowane przez młodzież z różnych klas pod przewodnictwem pani Patrycji Szalkowskiej- Śliwińskieji pani Ewy Kocik. Scenariusz obejmował treści historyczne, pieśni i wiersze począwszy od zaborów a skończywszy na roku 1918. Wiersze recytowali: Katarzyna Kolejwo, Radosław Wawrzyniak, Michalina Płoska, Mariusz Kamiński, Ernest Stańczyk, Robert Nowakowski, Iwona Janiak, Arkadiusz Bednarek, Ewelina Andrzejczak. W niezwykłą atmosferę wprowadziły uczniów pieśni patriotyczne m.in.: Rozkwitały pąki białych róż w wykonaniu Amandy Ziółkowskiej, Nie rzucim ziemi oraz śpiewana na zakończenie przez Adriannę Pachnowską pieśń: Żeby Polska była Polską. Damska część widowni miała na kim „oko zawiesić”, gdyż chłopcy wystąpili w umundurowaniu wojskowym i  zaprezentowali pieśń „Wojenko, wojenko” oraz „Legiony” grając na instrumentach muzycznych. Na klarnecie zagrał Mateusz Karwacki, na saksofonie Marcin Grzybowski a na trąbce Robert Nowakowski. Młodzież szkolna z zainteresowaniem oraz w ogromnym skupieniu wysłuchała tej szczególnej lekcji historii. Widzowie oglądający to przedstawienie podziwiali wystrój sali: plakat przedstawiający dom na wsi oraz liście w jesiennych kolorach rozsypane na podłodze. Dekoracje  wykonały uczennice z klasy 2D. Na zakończenie uroczystości głos zabrał pan Henryk Wójcik i przybliżył wszystkim zgromadzonym dzieje naszego kraju. Powiedział nam, że Polska była w niewoli od 1795 roku, tj. ponad 123 lata, gdyż rozdzielili ją między siebie trzej zaborcy: Rosja, Niemcy i Austria. W dniu 11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. Naczelnikiem państwa został Józef Piłsudski. Odrodził się Sejm Rzeczypospolitej i rożne organizacje wojskowe

i cywilne. Polska znów zaczęła się liczyć w świecie jako wolny i niepodległy kraj. Piłsudski musiał walczyć o scalenie ziem polskich i z najazdem Rosji Radzieckiej. Walkę tę wygrał i umocnił granice Polski. Ten dzień był obchodzony przed wojną jako największą uroczystość narodową. Po wojnie święta tego nieobchodzono. Przywrócono je dopiero od 1990 roku i uznano za dzień wolny od pracy. Po takiej przemowie został wyprowadzony sztandar. Ten dzień pogłębił wiedzę na temat Niepodległości Polski. Dzięki temu przedstawieniu uczniowie mogli umacniać i pogłębiać postawy patriotyczne.

Magdalena Ignaczak kl IId LO.

ROZTAŃCZONA „GRODZKA”

        Historia tańca sięga dalej, niż zaczyna się jakakolwiek historia. Można powiedzieć, że ludzie tańczą prawie tak długo, jak długo w ogóle są ludźmi... pisał David W. Barber, amerykański dziennikarz oraz kompozytor. Taniec... Niegdyś codzienna rozrywka, okazja do ściągnięcia maski i uwolnienia głęboko ukrytych emocji. A dziś? Wiele osób stawia tę czynność na równi z torturami średniowiecznymi. Każdy przeciętny człowiek, który musiałby wykonać publicznie choć kilka tanecznych kroków -prędzej własnoręcznie zakopałby się pod ziemią ze wstydu! Słynni „podpieracze” ścian (obecni obowiązkowo i masowo podczas zabaw i dyskotek!), wszak nie wzięli się z niczego. Jednakowoż idąc za myślą, że szklanka naprawdę jest do połowy pełna, mówiąc „wiele” nie mam oczywiście na myśli ,,wszystkich". Są bowiem jeszcze ludzie, którzy nie chowają się po kątach i bez skrępowania pokazują innym, co potrafią, czerpiąc z tego radość (podobnie, jak i widzowie) oraz powód do dumy.

        Dobrym na to przykładem były pary występujące w Międzyszkolnym Konkursie Tańca o Puchar Starosty Łęczyckiego, odbywającym się i organizowanym przez Zespół Szkół im. Jadwigi Grodzkiej każdego roku, a zarazem będący niezwykle ciekawym elementem szkolnej tradycji. Ale zanim powiem coś więcej, cofnijmy się odrobinę w czasie... Być może niekażdy bowiem domyśla się, jakim wysiłkiem poprzedzony był konkurs. A z pewnością nie można pominąć długich tygodni spędzonych na forsownych próbach, które wymagały nie raz i nie dwa zostawania na sali sportowej, po wystarczająco już wyczerpujących godzinach lekcyjnych, a nawet opuszczania niektórych lekcji, co skutkowało późniejszym odrabianiem materiału szkolnego pomiędzy kolejnymi ćwiczeniami. O wymaganej dużej dozie wyobraźni oraz samodyscypliny, której bynajmniej nie zabrakło, nie wspominając. Wszystko to zaś z pomocą pani Marzeny Bilickiej, pod której bacznym okiem wszyscy tancerze (z zapałem i nie poddając się) przygotowywali się do tego ważnego dnia. Myślę, że wszyscy stwierdziliby zgodnie, iż było warto, pomimo wszelkich trudów, ogromnego zmęczenia. Największą radością pałali, zdaje się, uczniowie, których z tej okazji ominęło wiele lekcji wychowania fizycznego (oby więcej takich wydarzeń!- mówi wewnętrzny leń). Wracając jednak stricte do konkursu, można rzec, że odbył się on w dosyć specyficznym dniu, mianowicie w Andrzejki, a zarazem (chyba nietrzeba nikomu przypominać?) w imieniny dyrektora naszej szkoły. Z tej okazji mieliśmy przyjemność usłyszeć Inez Olczak w duecie z Sebastianem Urbaniakiem (oboje z klasy 1BLO) śpiewających m.in. To on, Andrzej... oraz ...Narcyza, z niemal autorską wersją tekstu, która bynajmniej nie przedstawiała głowy szkoły w negatywnym świetle - to po prostu trzeba było usłyszeć. Owacje mówiły same za siebie. Na konkursie mieliśmy zaszczyt powitać uczestników z Gimnazjumim. Czesława Miłosza w Topoli Królewskiej, a także I Liceum Ogólnokształcącego w Łęczycy. Tańce były bardzo zróżnicowane, a charakterystyka każdego zostałanam przybliżona przez prowadzących (nie ukrywając jednak, nie wszystkie - choć to znaczna mniejszość - wykonane były z jednakową pieczołowitością oraz charyzmą). Adrian Domilak przygotował, jakże oryginalny, pokaz tańca o nazwie tectonik (znany również jako Electro Dance, bazujący na elementach hip hopu oraz stylu techno, zdobył popularność dopiero w 2007 roku we Francji), który wywarł na oglądających duże wrażenie. Widowiskowy Electric Dance został zaprezentowany także przez duet: Beatę Gładysz i Angelikę Sobczak. Małgorzata Kuligowska w parze z Adamem Przeradzkim zaprezentowali nam cha- chę, zaś Julka Kosecka wraz z Krzysztofem Bartczakiem pozwolili nam przez parę minut podziwiać wykonanie mamby w klimatach Dirty Dancing. W tańcu nowoczesnym, określanym inaczej mieszanym sprawdziły się takie pary, jak:  Małgorzata Chmielecka i Joanna Frątczak z Gimnazjum w Topoli Królewskiej, Natalia Andrzejczak i Zuzanna Bechcińska, Annai Kinga Cichockie (cała czwórka z I LO), Ilona Kawczyńska oraz Martyna Piotrowska, a także Małgorzata Kmieciak wraz z Pauliną Celeban. Obecni na konkursie dostrzegą w tej liście pewne braki, lecz to za moment.        

        Trzeba przyznać, że wybór zwycięzców był niełatwym orzechem do zgryzienia. Obrady jury, podczas których czas umilali, czekającej ze zniecierpliwieniem i spekulującej na temat wyników publiczności, szkolni artyści wokalni z Amandą Ziółkowską na czele, zakończyły się jednak bez większych problemów i wkrótce poznaliśmy tegorocznych zwycięzców. Wśród uczestników były bowiem pary, które olśniły publiczność szczególnym zaawansowaniem wykonania. W tym roku zdecydowanie największe wrażenie wywarły tańce wymagające bardzo dużego zgrania ze strony partnerów, postawiono zdecydowanie na klasykę -ktoś rzekł, że tańce współczesne zostały niedocenione - nie mnie to jednak oceniać. Zatem przedstawiam, bądź jak kto woli, przypominam, finalistów:

I miejsce zdobyli: Dominika Szewczyk z Adrianem Nijakowskim za jakże zmysłowe i piękne tango do (nie ma co ukrywać, trudnego i ambitnego) utworu  "El tango de Roxanne" z musicalu "Moulin Rouge".

II miejsce otrzymali: Joanna Nawrotek i Sebastian Urbaniak, którzy zachwycili nas swoim energicznym i zróżnicowanym tańcem nowoczesnym.

Natomiast nagroda za III miejsce została zdobyta przez Justynę Olejniczak wraz z Patrykiem Cerkiem. Ze swoim walcem wiedeńskim porwali nas oni prosto na parkiet pałacu Schönbrunn.

Przyznane zostały także trzy wyróżnienia, dla wcześniej już wymienionych uczennic I Liceum w Łęczycy oraz Gimnazjum im. Czesława Miłosza w Topoli Królewskiej. Statuetki dla zwycięzców zostały ufundowane przez Starostwo Powiatowe w Łęczycy, a reszta nagród przez Radę Rodziców zespołu naszej szkoły. Osoby, które w tym roku nie zostały nagrodzone, naturalnie zachęcamy do wzięcia udziału w kolejnej edycji konkursu w przyszłym roku! Nie poddawajcie się! Nie mogę pominąć jeszcze jednego wydarzenia tanecznego tego dnia, a mianowicie występunowo powstałego w Grodzkiej zespołu o charakterystycznej nazwie "Amstaff". W jego skład wchodzą uczennice klasy 1ALO: Marta Zajma, Paulina Bogdańska, Julka Kosecka, Ewa Wieczorkowska, Martyna Jóźwiak, Justyna Olejniczak, Ola Żachowska, Kasia Walczak i Natalia Niedomagała. Fakt, że niebrały udziału w konkursie wbrew pozorom nie świadczy, iż musiały w przygotowania włożyć mniej pracy, wręcz przeciwnie. Trudy przyjmowały jednak z optymizmem, a sam pokaz (taniec współczesny) wypadł bardzo dobrze i nie pozostaje nic, jak życzyć dziewczynom sprawnej współpracy oraz coraz doskonalszych występów.

        Uważam, że ten dzień wystarczająco udowodnił wszystkim obecnym jak wspaniałą i łączącą ludzi sztuką jest taniec. Atmosfera podczas uroczystości była świetna. Dodatkowo osłodził ją jeszcze kiermasz ciast przygotowany po uroczystości, na którym to mieliśmy okazję spróbować wielu pysznych wypieków poszczególnych klas naszej szkoły.

 

Paulina Kowalska, kl.IA LO

SPRAWOZDANIE Z WIZYTY KLAS MUNDUROWYCH W JEDNOSTCE WOJSKOWEJ W LEŹNICY WIELKIEJ

Dnia 30 października 2011 r. odbyła się kolejna wizyta łęczyckich klas mundurowych w 1. Batalionie Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkiej. Tym razem przejazd był lepiej zorganizowany niż poprzednio, bowiem uczniowie do jednostki dostali się autokarem. Gdy tylko przekroczyliśmy bramę jednostki, powitał nas znany już  wszystkim kpt. Piotr Męczyński, który przedstawił tematy zajęć dla poszczególnych klas. Po chwili, na miejscu zbiórki, zjawili się żołnierze, którzy mieli przeprowadzić zajęcia: dla klasy I – porucznik Dmuchowski i dla klasy II – szeregowy Wroński. Następnie zostały wydane komendy, dzięki którym podzielono ugrupowanie na dwa zwarte szyki ( I i II klasę) i tak uczniowie udali się na miejsca zajęć. Klasa I zapoznawała się z obowiązującymi stopniami Wojska Polskiego. Klasa II natomiast uczestniczyła w zajęciach na strzelnicy.

Zajęcia prowadzone były przez wspomnianego już szeregowego Wrońskiego oraz plutonowego Jaszczaka. Uczniowie zapoznali się  z replikami broni typu ASG (Air Soft Gun). Wszyscy mieli możliwość wziąć broń do ręki a ponadto wykonać pierwsze strzelanie na prawdziwej strzelnicy. Zdarzenie to było bardzo ciekawym doświadczeniem z bronią. Każda osoba przed rozpoczęciem strzelania otrzymała dwa magazynki oraz pas, do którego przypięty był worek zrzutowy przeznaczony na puste magazynki. Zadanie polegało na tym, aby trafić podczas marszu w trzy wyznaczone tarcze. Następnie należało zmienić magazynek w pozycji klęczącej i powtórzyć strzelanie cofając się. Strzelanie zainteresowało nie tylko uczniów. Ku naszemu zdziwieniu próbę wykonania tego zadania podjął wychowawca naszej klasy – prof. Cezary Maciejewski.

W oczekiwaniu aż wszyscy ukończą strzelanie, uczniowie wymieniali się wrażeniami i oglądali teren strzelnicy. Gdy uczniowie ukończyli wyznaczone zadanie, plutonowy Jaszczak, zakończył oficjalnie zajęcia, a szeregowy Wroński wydał komendę i zaprowadził klasę do miejsca, w którym stał autobus. Tam, w luźnym szyku czekała już klasa I. Po zbiórce uczniowie wsiedli do autobusu i z bagażem nowych doświadczeń, rozemocjonowani ruszyli na weekendowy odpoczynek.

Mariusz Kamiński kl. IID LO 

OTRZĘSINY WIDZIANE OCZAMI DRUGOKLASISTY

Dnia 24.10.2011 r. w Zespole Szkół im. Jadwigi Grodzkiej odbyła się uroczystość, podczas której uczniowie klas pierwszych zostali przyjęci do społeczności szkolnej. Po trzeciej godzinie lekcyjnej wszyscy zaintrygowani i zniecierpliwieni, dziewczęta i chłopcy wraz z wychowawcami zebrali się na sali gimnastycznej. Organizacją uroczystości zajęła się klasa II ALO pod przewodnictwem Pani Magdaleny Koperskiej i Pana Macieja Kazimierskiego. Przy wejściu uczennice z wyżej wymienionej klasy malowały pierwszoklasistom wąsy, co w moim mniemaniu stało się już tradycją. Podczas Otrzęsin mieliśmy możliwość  sprawdzić uczniów klas pierwszych w pięciu konkurencjach. O pierwszej i drugiej kategorii we współzawodnictwie omiano „najlepszych”, pierwszoklasiści dowiedzieli się już tydzień wcześniej. Ich zadaniem  było wykreować i zaprezentować postać „człowieka lasu”. Interpretacja tematu była dowolna, takwięc pomysły na realizację zadania były różne, jednak wszystkie oryginalne i, na swój sposób, ciekawe. Kolejną, zapowiedzianą wcześniej, konkurencją było stworzenie i wykonanie parodii wylosowanej piosenki. Tu również młodzież z pierwszych klas mogła wykazać się pomysłowością. Uważam, że nie było to łatwe zadanie, jednak jako widowisko okazało się być zabawne. Kolejne rywalizacje do ostatniej chwili  owiane były tajemnicą, ponieważ miały być z założenia wykonywane spontanicznie i naturalnie, bez przygotowania. Teraz dwie osoby wytypowane z klasy miały za cel, po obejrzeniu wideoklipu,naśladować taniec bohaterów scenki. Zadanie okazało się dość trudne, niektórych zapewne przerosło, inni natomiast dali sobie radę bez większych problemów. Kolejne współzawodnictwo polegało na pokonaniu slalomu tzw. taczką, a następnie wypiciu niewielkiej ilości mleka. Zwyciężył zespół, który poprawnie wykonał to zadanie, w jak najkrótszym czasie. Następna konkurencja sprawdzała, czy „kociaki” dobrze operują swoimi ogonkami. Zawodnicy mieli na swoich przyczepionych „kocich ogonach” zawieszony długopis. Ich zadaniem było trafić długopisem do trzech butelek różnych rozmiarów. Rywalizację wygrywała osoba,która najszybciej wykonała to zadanie. W trakcie zawodów jury przyznawało punkty klasom, za poszczególne konkurencje a decyzje zapisywane były natablicy. Na koniec przyszedł czas na podliczenie punktów i ogłoszenie werdyktu.Jury potrzebowało chwili czasu, aby zawyrokować, która z klas zasłużyła na wygraną. Wówczas okazało się, że organizatorzy przygotowali jeszcze jedną specjalną konkurencję dla „młodych nauczycieli”: p. Iwony Antczak, p. Renaty Bulewicz-Garstki i p. Arkadiusza Grzelaka. Zadaniem nauczycieli było przeliterowanie długich i skomplikowanych wyrazów, których wymówienie nawet konferansjerom sprawiło trudność. Nie obyło się bez potyczek, jednak nauczyciele ukończyli konkurencję i zostali oficjalnie przyjęci w poczet wspaniałego grona pedagogicznego naszej szkoły. Następnie uczniowie klas pierwszych złożyli przysięgę. Warto nadmienić, iż do przysięgi stanęli także wychowawcy  tych klas, do której słów w rzeczywistości się nie stosują, jednak któż śmiałby ingerować w słuszność racji pedagoga... Uroczystość dobiegła końca, komisja konkursowa została poproszona o przedstawienie wyników rywalizacji. Z pojedynku zwycięsko wyszła klasa I B.  Według mnie zabawa była świetna. Takie imprezy są potrzebne, aby oderwać się od smutnej rzeczywistości, zintegrować się ze społecznością szkolną.

 

 MariuszKamiński kl. IID LO   

Pieszo przez Turcję z rozdaniem nagród po drodze

Dnia 24 listopada ok. godziny 10.00 wraz z dwiema koleżankami Dominiką Wawrzyniak (pełniącą rolę fotografa) oraz Karoliną Rusek (być może przyszłą gwiazdą wśród autorów poezji polskiej) pod opieką pani Wioletty Dudzińskiej, naszej nauczycielki języka polskiego, wyruszyłyśmy do Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Łęczycy. Podjęłyśmy tę wędrówkę, ponieważ jakiś czas temu Karolina wzięła udział w VI Powiatowym Konkursie Poetyckim ,,Przyjaźń to największy skarb” i tego właśnie dnia miało nastąpić jego uroczyste rozstrzygnięcie. Jak się później okazało, nasza koleżanka zajęła II miejsce spośród wszystkich uczestników grupy szkół ponadgimnazjalnych. Z uwagi na ten fakt, pozwolę sobie przytoczyć nagrodzony utwór. Oto on:

Wszystko,co mam

 

Niewiele Ci mogę dać.

Spojrzenie, uśmiech, milczenie.

Niewiele, tylko siebie.

 

Choć takwiele dajesz mi Ty.

Przyjaźń, wysłuchanie, zrozumienie.

Tak wiele, siebie.

 

Przy Tobie nic nie jest smutne,

Nic nie jest szare, ni trudne.

 

Przy Tobie cierpienie nie wygra,

Razem przetrwamy wszystko.

 

Przy Tobie nie boję się prawdy,

Zniesiemy to, co najtrudniejsze.

 

Przy Tobie nie straszny wicher, ogień, ani woda,

Nam wspólnie wszystko się uda.

 

Przy Tobie odważnie stąpam po ziemi,

Mimo wzlotów i upadków.

 

Przy Tobie nic mi nie grozi, 

Ty zawsze mnie rozumiesz i chronisz.

 

Przy Tobie wszystko jest szczere, kochane

Dobre i idealne.

 

Przyjacielu, to przy Tobie jestem sobą.

Bo jesteś skarbem ukrytym w moim sercu.

Jesteś wszystkim tym, co mam.

 

Tego ranka w bibliotece rozstrzygnięto również VI Powiatowy Konkurs Fotograficzny „Moja mała Ojczyzna”. W tej dziedzinie jako szkoła, także możemy być dumni, z talentów posiadanych przez naszych kolegów, ponieważ III miejsce w grupie szkół ponadgimnazjalnych zajął Kamil Kartofel (opiekun: p. Halina Andrzejczak), który niestety nie mógł się osobiście wstawić po odbiór nagrody, gdyż w ty czasie pisał maturę próbną. Atrakcją imprezy było spotkanie z podróżnikiem i filozofem Leszkiem Szczasnym, który to wręczał nagrody laureatom konkursów, a później poprzez swą barwną i niezwykle sugestywną opowieść, tłem której była prezentacja multimedialna, zabrał nas na wyprawę po Turcji.

Uważam, że cała impreza była bardzo udana. Od razu po wejściu do sali wyczuwalny był przyjemny klimat, tworzony przez cicho sączącą się z głośników muzykę relaksacyjną oraz ciepły zapach książek, który jest rozkoszą i ukojeniem dla każdego czytelnika z powołania. Jednak mimo tak wspaniałej atmosfery, można było wyczuć w powietrzu wibracje zdenerwowania i stresu, zapewne za sprawą uczestników konkursów w napięciu czekających na ich rozstrzygnięcie. Kiedy wszyscy już przybyli i miejsca zostały zajęte, rozpoczęto rozdawanie nagród. Z każdym kolejnym wyczytywanym nazwiskiem emocje opadały. W wielu sercach tańczyła radość jak pewnie i rozczarowanie, nikt jednak nie dał, po sobie poznać nawet odrobiny smutku. Wszyscy z uśmiechem przeszli do kolejnej części imprezy. Pan Leszek Szczasny zaprezentował nam zdjęcia ze swojej podróży do Turcji, przy czym niesamowicie ciekawie opowiadało tamtejszym kraju, ludziach, kulturze i tradycji. Moim zdaniem Pan Leszek to naprawdę niezwykły człowiek. Jak wielu ludzi potrafiłoby spakować się w zwykły plecak i wyjechać na kilka tygodni do innego kraju, podróżując po nim pieszo lub autostopem? Osobiście uważam, że niewielu. Jest to na pewno fascynujące przeżycie, poznawać inny kraj, nieraz śpiąc pod gołym niebem i licząc na uprzejmość ludzi, a jednak mimo to większość wybrałaby tydzień w nadmorskim kurorcie, aniżeli dwa miesiące spędzonych w ten sposób niezapomnianych wakacji. Pan Leszek to bardzo miły i rozgadany mężczyzna. Po zakończeniu prezentacji chętnie i wyczerpująco odpowiadał na pytania, a także rozdawał autografy i pozwalał robić pamiątkowe zdjęcia. 

Ok. godziny 12.30 wyszłyśmy z budynku biblioteki. Karolina była w pełni usatysfakcjonowana i zadowolona, my natomiast dumne z koleżanki, a pani polonistka ze swej uczennicy.

Justyna Szurgot kl. ID LO

Rozbiegany maestro

Pierwszy w Europie, szósty na świecie w biegu na 800 metrów- Adam Kszczot - polski lekkoatleta. 22letni student zarządzania inżynierskiego na Politechnice Łódzkiej. 

 
           Główny,a zarazem jedyny bohater konferencji prowadzonej przez Arkadiusza Krystka 7 listopada br. w Łodzi, specjalnie dla młodych żurnalistów. 

Na ekranie pojawiły się zdjęcia i filmy poświęcone Adamowi Kszczotowi oraz zawirowaniom jego kariery.Sam mistrz, oparty o framugę drzwi, przyglądał się im bacznie. Gdy młodzi dziennikarzez różnych redakcji szkolnych wyczekiwali, kiedy to nadejdzie czas zadania swojego jednego czy co najwyżej kilku pytań, Kszczot zdążył chociażby odebrać telefon i zatopić się we własnych myślach. Niemal nic nie wybijało go z tego stanu, aż do pewnego momentu. Do chwili, kiedy to w części finalnej prezentacji multimedialnej ujrzeliśmy i usłyszeliśmy nagranie z halowych Mistrzostw Europy 2011 w Paryżu. Kszczot wygrał, a swój entuzjazm przejawił wtryumfalnym okrzyku „Dałem radę!”. W mgnieniu oka lekkoatleta wybudził się z zadumy. Emocje powróciły, a mistrzowski okrzyk wywołał uśmiech na twarzynaszego rekordzisty. Oczywiście wejście musi być szumne i takie też było, choćnie tylko to przyczyniło się do oryginalności i niezwykłości konferencji. 

Tzw. wejście z butem od tej pory przybierze kolejne znaczenie. Nie będzie kojarzone jedynie z rzucanymi butami w Baracka Obamę podczas jego wizyty w Iraku, ale również z samym Kszczotem, choć zapewne na mniejszą skalę. Przyniósł on bowiem swoje obuwie, a każdy z młodych dziennikarzy miał możliwość dokładnego obejrzenia go z każdej strony. Dokładnie tak!Mieliśmy okazję trzymać w dłoniach buty firmy Track and Field o rozmiarze 44, w których to Adam Szczot, podczas tegorocznych halowych Mistrzostw Europy w Paryżu, pobiegł po zwycięstwo.

Wreszcie nadszedł wyczekiwany czas. Moment podwyższonych ciśnień, adrenaliny, euforii, pełnego zadowolenia. Chwila spełnienia dla początkujących dziennikarzy. Każdy z nas nie raz widział konferencje prasowe w telewizji, jednak nie na co dzień zdarza się okazja, by być jej uczestnikiem. Redakcje musiały skrupulatnie się przygotować i wybrać najistotniejsze ich zdaniem pytania, gdyż spotkanie nie mogło przecież trwać wieczność. Całe szczęście każdy z obecnych miał możliwość zadania kilku. Oczywiście kwestie poruszane przez innych dziennikarzy, mają pełne prawo zostać wykorzystane przez pozostałych, dzięki czemu poszczególne redakcje nie wyszły z odpowiedzią na jedno czy dwa pytania, ale z pełnym notesem.

Dziennikarz: Usłyszeliśmy przed chwilą okrzyk. Co miał on oznaczać?

Adam Kszczot: To był zdecydowanie okrzyk szczęścia. W tym roku w Paryżu podczas Mistrzostw Europy wygrałem. Nie przygotowywałem się, a mimo to udało mi się zwyciężyć. Jednak szkoda mi Hiszpana Luisa Alberto Marco, który się przewrócił.

 

Dziennikarz: Studia i treningi zajmują zapewne dużo czasu. Znajduje Pan czas na życie towarzyskie, dziewczynę?

A.K.: W liceum mój dzień wyglądał tak, że wstawałem, jadłem śniadanie, później szkoła, obiad…i szedłem na trening, a do bursy wracałem około 1800-1900. Wtedy nie miałem czasu na znajomych. Jednak teraz, gdy jestem na ostatnim semestrze zarządzania inżynierskiego, mam tylko jeden dzień zajęć na uczelni. Inne dni mogę wykorzystać na życie towarzyskie, ale i na konferencje czy spotkania w szkołach. Na co dzień znajduję również czas na dziewczynę, z którą mieszkam, co wiele ułatwia. Choć nie jesteśmy zaręczeni, to myślę, że wspólne mieszkanie jest najlepszym rozwiązaniem. Super by było, gdyby ona też była sportowcem. 

Dziennikarz: Kto pomagał Panu w rozwoju kariery sportowej? Jaką rolę odegrała Pańska rodzina? Czy mógł Pan liczyć na wsparcie ze strony najbliższych?

A.K.: Bieganie zaszczepił we mnie mój pierwszy trener wista z gimnazjum - Rafał Marszałek. Dużo zawdzięczam także obecnemu trenerowi - Stanisławowi Jaszczakowi. Choć i rodzina odegrała bardzo dużą rolę. Po upływie 6 miesięcy chciałem zrezygnować i wracać do domu, ale to głównie mama przekonała mnie, bym pozostał. I przetrzymałem.

Dziennikarz: Jak zaczęła się Pana przygoda z lekkoatletyką?

A.K.: Zupełnie niepozornie. Choć już w podstawówce. Początkowo od zwykłych sprawdzianów na lekcjach wychowania fizycznego, czy powiatowych konkursów. Na poważnie treningi zacząłem 7 lat temu w Łodzi. Poza tym moje gimnazjum z tego, co pamiętam, zawsze wygrywało w sztafecie. To była skarbnica talentów, jednak tylko mnie udało się wybić.

Dziennikarz: Jest Pan sportowcem, więc pewnie musi pan szczególnie dbać o siebie. Jaką dietę Pan stosuje?Rezygnuje Pan z poszczególnych potraw, czy może ogranicza jedzenie?

A.K.: Lubicie fast foody? Każdy lubi. Ja także, fast foody lubię i jem. Wszystko jest dla ludzi, ale należy pamiętać, że z niczym nie można przesadzić. Jem tyle, by zaspokoić głód. Jednak na fast foody należy pozwolić sobie raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Dużo biegam, w miesiącu około 450km, więc zdążę wszystko spalić.

Dziennikarz: Miał Pan jakieś poważne kontuzje, które wymagały odsunięcia się od sportu?

A.K.: Żadnych poważniejszych kontuzji, które zmusiłyby mnie do zaprzestania treningów nie miałem. Najdłuższa przerwa trwała 7dni, kiedy to pojawił się problem ze ścięgnem Achillesa. W między czasiewiele drobnych kontuzji, takich 2-3 dniowych przerw.

Dziennikarz: Jest Pan już, bądź co bądź, doświadczonym sportowcem. Miewa Pan chwile zwątpienia?

A.K.: Oczywiście, chwile zwątpienia pojawiają się często. Właściwie… co sezon jest ciężko, nachodzą myśli: Czy towszystko ma sens? Na co cały ten wysiłek?”. Zastanawiam się, czy uda mi się osiągnąć cele. W lekko atletyce, mimo ciężkiej pracy i samozaparcia, nieuchronnie zdarzają się chwile zwątpienia. Gdy takie nadejdą, pomaga mi rodzina, potrafi zawsze poprawić mi humor.

Dziennikarz: Ma Pan dosyć trudne nazwisko do odtworzenia. Jak radzą z nim sobie obcokrajowcy? Jak wymawiają je na zawodach? Są z nim problemy?

A.K.: Komentatorzy zagraniczni mieli ogromne problemy. Zazwyczaj byłem przedstawiany jako „Adam from Poland” lub też pomijany. Co ciekawe, dzieje się tak nawet, gdy zajmuję dosyć wysokie miejsca. Nie byli w stanie go wymówić. Teraz jest lepiej, potrafią, radzą sobie. Jeśli mają problemy, to pytają polskich dziennikarzy jak się je wymawia i za pomocą zapisów fonetycznych jest im łatwiej. Dają radę na tyle, że wiem, kiedy o mnie chodzi.

Dziennikarz: Zajmuje się Pan sportem, ale i studiami. Z czym wiąże Pan swoją przyszłość?

A.K.: Studiuję zarządzanie inżynieryjne i z tym wiążę swoją przyszłość. Koniec kariery sportowej przewiduję na 28-30 rok życia. Później właśnie w inżynierii chcę zaistnieć.

Dziennikarz: Jak Pan sobie radzi na 2-3 minuty przed startem?

A.K.: Bolączką sportowców jest strach przed rywalizacją, współzawodnictwem. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy wytrenowani, ale jest obawa przed przegraną. Jednym ze sposobów uspokojenia jest zakładanie haków. Sam mam hak na lewym nadgarstku, dzięki niemu mogę łatwiej dojść do siebie. Poza tym na pewno przetrwać pomaga doświadczenie, daje niezbędną wiedzę. Kolejny sposób to również uciskanie punktów ciała. Stres dopada mnie w finale, wcześniej go nie odczuwam.

Dziennikarz: Pochodzi Pan z małej miejscowości. Jak radzi Pan sobie z popularnością? Czy jest Pan rozpoznawany na ulicy? Czuje się Pan gwiazdą?

A.K.: Niestety dość rzadko odwiedzam dom rodzinny. Pochodzę z małej miejscowości, więc o popularności na dużą skalę niema mowy. Zdarzają się jednak pochwały. W Łodzi? Ludzie mnie nie zaczepiają.Zdarza się, że mnie rozpoznają. Czuję to, gdy jestem obserwowany, wskazywany palcem, a w dodatku ludzie ostro dyskutują obok, ale na tym się kończy, nigdy nie podchodzą.

Dziennikarz: Gdyby miał Pan teraz wybierać,  to czy poszedłby Pan tą samądrogą?

A.K.: Tak, w życiu chodzi o to, by popełniać błędy. Nie chcę cofnąć czasu, chcę odnosić porażki, by się uczyć. One są pewnego rodzaju lekcją.

Dziennikarz: Najważniejsze dla Pana mistrzostwa to?

A.K.: Będzie to moje ulubione pytanie dzisiejszego dnia. Chociaż nie ma takich. Ani tych najlepszych, ani najgorszych mistrzostw. Całe życie jest ważne. Jesteśmy zbudowani z doświadczeń, a każde jest małą cegiełką, składającą się na nas samych. Ważne nie są tylko wygrane, ale także przegrane.

Dziennikarz: Kto jest dla Pana autorytetem? 

A.K.: Sportowym wzorem jest dla mnie zdecydowanie Paweł Czapiewski. Ciekawe w nim jest to, że zaczynał 10m za grupą,a mimo to wygrał. Zabrakło mi 8 setnych sekundy do rekordu Pawła Czapiewskiego.Interesuje się nim, dla mnie jest sportowym ideałem. Natomiast w życiu codziennym nie inspiruję się nikim, chcę być po prostu sobą.

 

Dziennikarz: Zauważa Pan u siebie wspólne cechy z Pawłem Czapiewskim?

A.K.: Na pewno wytrwałość, dążenie do celu. Paweł starał się pokonywać przeciwności i nie poddał się. 

Dziennikarz: Znamy już Pana idola, a jaki jest Pana najgroźniejszy rywal?

A.K.: Oczekiwaną odpowiedzią jest zapewne Marcin Lewandowski, mój kolega z bieżni. Jednak nie mam takiej osoby jak najgroźniejszy rywal. Każdy biega inaczej, ma inną taktykę, upodobania. Każdy zawodnik uczy mnie czegoś innego. Z Marcinem rywalizujemy tylko od startu do mety. W życiu codziennym wiem, że on na pewno mi pomoże i na odwrót - ja jemu również.

Dziennikarz: Czy w sporcie potrzebny jest talent, czy może wszystko da się wyćwiczyć?

A.K.: Ciężką pracą można dojść do sukcesu. 20% przypada na talent, 30% zawdzięcza się dobremu trenerowi. Natomiast kolejne 30% szczęściu, a pozostałe 20% przypada na inne, małe rzeczy.

Dziennikarz: Analizuje Pan swoje wyniki?

A.K.: Zawsze staram się analizować własne doświadczenia. W każdej sytuacji, nawet w życiu codziennym. Taka właśnie analiza wygranych i przegranych uczy nas jak być coraz lepszym.

Dziennikarz: Jaki ma Pan stosunek do województwa łódzkiego, Łodzi?

A.K.: Urodziłem się w starym województwie piotrkowskim, obecnym łódzkim. 7 lat mieszkam w Łodzi, to jest niemal 1/3 mojego życia. Czuję się łodzianinem, ale nie zapominam, gdzie tkwią moje korzenie, skąd pochodzę. Tak naprawdę to jestem wiejskim chłopakiem.

            Adam Kszczot pokazał nam się zgoła od innej strony. Znaliśmy go jako sportowca, gwiazdę lekkoatletyki. Teraz odkrył rąbek tajemnicy również dotyczący prywatnego życia. Mogliśmy poznać go jako człowieka. Jego odpowiedzibyły klarowne i zdecydowanie szczere. Pytanie żadnego dziennikarza nie zostało rzucone na wiatr. 

Choć konferencja się zakończyła, to mieliśmy do odbioru upominek i to dosć osobisty. Mianowicie wspólne zdjęcie z Adamem Kszczotem, opatrzone autografem, a także fotografię uwieczniającą wyłącznie jego postać. 

Wracając, młodzi dziennikarze czuli się lepsi, poważniejsi. Wzięli udział w czymś, co dla profesjonalistów jest chlebem powszednim. Poczuli maleńką, ale jakże magiczną i urokliwą atmosferę medialnego świata. Ba! Przez moment byli jego częścią.

Karolina Rusek kl. ID LO

Raczkowanie w żurnalistyce

7. Rzymska, arabska czy w suahili– nieważne! Istotne, że ta zadziorna cyferka niektórym przywodząca na myśl kosę, postrzegana jest jako szczęśliwa, wiele religii wyjaśniając jej symbolikę, wymienia takie cechy jak całość oraz dopełnienie. Innymi słowy: 7= mistyka, magia. 7 listopada bieżącego roku zapisał się w pamięci każdego z nas odmiennie. Jedni rzucą: „Dzień jak każdy inny - przewidywalny. Można by tylko życzyć sobie, by pogoda taka pozostała jak najdłużej.” Natomiast entuzjaści rocka alternatywnego automatycznie skojarzą tę datę z koncertem 30 Seconds to Mars. Jeszcze inaczej wspominać ten dzień będą pierwszoklasistka Karolina Rusek, polonistka pani Wioletta Dudzińska oraz ja sama. Mimo, że dzień zaczął się bez zastrzyku euforii, to z całą pewnością można uznać go za szczęśliwy. Bowiem we wspomnianym wyżej składzie wyruszyłyśmy do Łodzi na Warsztaty Dziennikarskie, odsłonę projektu Junior Media.

Szkołę musiałyśmy opuścić w połowie otrzęsin, żeby nieprzegapić pociągu. Jednak Polskie Koleje Państwowe nie grzeszą punktualnością, to eż nasz środek transportu przybył do Łęczycy z dziesięcio minutowym opóźnieniem. Po niespełna godzinnym przemierzaniu torów za pośrednictwem PKP dotarłyśmy. Potem kilkadziesiąt kroków w kierunku przystanku i oczekiwanie na autobus 65. Nawet to dostarczyło nam nieco emocji i podniosło ciśnienie. Pojazd oczywiście nie nadjeżdżał. Wyglądanie go dłużyło się gorzej nawet niż na lekcji oczekiwanie dzwonka. Po kilkunastu minutach ogarnęły nas najgorsze obawy, wgłowie zaczęły się roić najróżniejsze, chwilami absurdalne myśli. Od możliwości przegapienia autobusu do nieścisłości na rozkładzie jazdy. Kiedy już depresja na dobre się w nas rozgościła oto tryumfalnie nadjechał on: żółto - czerwony łódzki środek transportu!

Wysiadłyśmy na szóstym - skrupulatnie wyliczonym-przystanku i przed nami wyłonił się niczym młody bóg - hotel Borowiecki. Dopiero tam oszczędzono nam bolesnego oczekiwania, bowiem tuż po wejściu rozpoczęły się warsztaty. Obdarowano nas czerwonymi notatnikami Expressu Ilustrowanego i weszłyśmy do sali. Reporter Dziennika Łódzkiego Arkadiusz Krystek wprowadził nas w podstawy projektu. Stał się jasny cel całego przedsięwzięcia - zachęcenie młodych do pisania, pokazanie jak wielką przyjemność ono  może dostarczyć, a także zainspirowanie do wykreowania własnej gazety. Bowiem Junior Media jest w istocie platformą internetową do tworzenia gazety. 

Minęła chwila, a głos zabrał Sławomir Sowa, którypoinstruował nas jak należy zachować się w trakcie konferencji z Adamem Kszczotem, której uczestnikami mieliśmy stać się za kilka minut. Słowa,wypowiadane przez reportera z tak naturalną w jego zawodzie swobodą, miały naprawdę nieocenioną wartość dla żurnalistów stawiających pierwsze kroki w dziennikarskim świecie. 

Następna w planie była kilkuminutowa przerwa. Parę gryzów ciasteczek i łyczek soku – w naszym przypadku grejpfrutowego. Moment później było nam dane poczuć wokół siebie gwiazdorską otoczę i znaleźć się w błysku fleszy, przy odrobinie wyobraźni oczywiście... Wszak pozowałyśmy do zdjęcia z bohaterem przyszłej konferencji - Adamem Kszczotem. 

Wreszcie! Punkt kulminacyjny warsztatów nastąpił- konferencja rozpoczęła się filmem o Kszczocie. I wtedy w mojej głowie nastała jasność! Ów osławiony Adam okazał się być mistrzem Europy w biegu na 800 metrów, mało tego, przybrał kształt realnej osoby - 22-letniego, drobnego mężczyzny, który wpewnym momencie wszedł do sali i oparł się o framugę drzwi. Przyznam szczerze, że pierwszy raz nazwisko sportowca obiło mi się o uszy, co jednak wcale nie umniejszajego lekkoatletycznych sukcesów. 

Film dobiegł końca, Kszczot się uśmiechnął i rozdał buty. Nietypowo to brzmi, ale tak rzeczywiście było. Sportowiec pokazał nam buty, wktórych wygrał bieg na 800 metrów. W pierwszej chwili spanikowałam, ale okazało się, że niepotrzebnie, ponieważ obuwie było wyprane. 

Od tej pory pytania sypały się jak grad, śnieg, deszcz, czy też inne opady atmosferyczne - bardzo intensywnie! Natomiast sportowiec zdawał się przyjmować je tak, jakby był to dla niego chleb powszedni. Jednak nieoznacza to, iż kreował się na gwiazdę większą niż jakakolwiek z Hollywood. Przeciwnie,mężczyzna udzielał wyczerpujących odpowiedzi z właściwą sobie skromnością, ale też swobodą, tak jakby opowiadał anegdotę staremu znajomemu. W przeciągu tych kilkudziesięciu minut Kszczot zyskał moją sympatię, jak każdego sportowca, taki jego zaczęłam darzyć szacunkiem. Bowiem w sport trzeba zaangażować się całym sobą, to nie tylko treningi, ale i wytrwałość, siła woli i pasja, których to młodemu Polakowi wcale nie brak. 

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Basta! I konferencja miała swój koniec. Wspomniani wcześniej reporterzy skierowali do nas jeszcze kilka słów i również powiedzieli „Do widzenia!”. Po wyjściu odebrałyśmy nasze pamiątkowe fotografie z mistrzem oraz zdjęcia samego sportowca - naturalnie wszystko opatrzone autografem. I wyszłyśmy po raz kolejny, tym razem z hotelu. 

Porcja emocji przydzielona nam na 7 listopada widocznie została całkowicie wyczerpana, bowiem w drodze powrotnej do Łęczycy nie spotkało nas już nic ekscytującego ani nawet ciekawego. Zawiało monotonią - autobus, pociąg, dom. Zmęczenie również zrobiło swoje. Jednak wszystkie minusy drogi powrotnej i tak mają się nijak do ogólnych wrażeń dnia, który okazał się pomyślny. Bo siódmy! 

Milena Olczak kl. IC LO

Skrawek życia globtrotera

W Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Łęczycy  gościł pan Leszek Szczasny - filozof, z zamiłowania podróżnik. Oczywiście jego wizyta nie była przypadkowa, ale łączyła się z  rozstrzygnięciem Konkursu Poetyckiego i Fotograficznego. Zaraz po wręczeniu nagród zwycięzcom przez gościa, wyłączyliśmy się z polskiej rzeczywistości i przenieśliśmy na tureckie ulice. Tam, gdzie pojawił się pan Leszek z aparatem, bo to właśnie dzięki jego zdjęciom mogliśmy przenieść się w egzotyczny klimat. Stanowiły także dowód, że wszystko to, co opowiadał nam o Turcji, jest prawdą. Fotografie wielokrotnie przedstawiały tureckie miasta, ich okolice,doskonale oddawały atmosferę tętniącego tam życia. Niedługo po tym, jak prezentacja dobiegła końca, wszyscy mogliśmy zadać globtroterowi nasuwające się pytania.

Od jakich wycieczek powinno się zaczynać Pana zdaniem podróżowanie?

Ja wybierałem jednodniowe wyprawy po Polsce. 50-100km od domu. Myślę, że właśnie od tego warto zaczynać. Jeśli chodzi o wyjazdy zagraniczne, to zaczynałem od Niemiec, Austrii, Czech.

Kiedy zaczął Pan swą przygodę z podróżami?

Pierwszy raz w taką większą, poważniejszą podróż wybrałem się po maturze. Była to miesięczna wyprawa do Niemiec. 

Z kim Pan podróżuje?

Jeżdżę sam,dzięki temu muszę się otworzyć na to, co jest tam. Otrzymuję propozycje wyjazdów zbiorowych, ale je odrzucam. Jestem indywidualistą. Poza tym każdy ma inną wytrzymałość, np. na głód, co trochę może ograniczać. Wolę mieć swobodę.

Jakie miejsce najbardziej Pana urzekło?

Jestem zakochany w Stambule. 80% obszaru Turcji to teren górzysty. 

Czy jest jakiś szczegół, który się Panu szczególnie spodobał w Turcji?

Bardzo mi się spodobała w Turcji wspólna taca, z której każdy wybierał sobie to, na co miał ochotę. Myślę, że to jednoczące.

Czego Pan szuka podróżując?

Lubię prowincje, gdzie można usiąść na uliczce i poczuć ten właściwy rytm danego kraju, poznać mentalność obecnych tam ludzi. Od jakiegoś czasu najważniejsi są dla mnie ludzie.

Bał się Pan czegoś podczas wspomnianej wcześniej podróży? 

Uważać musiałem tylko na psy. Tam nie ma tradycji trzymania psów i kotów w domach. Większość jest bezpańskich. Błąkały się po ulicy, chociaż głównie można zobaczyć mnóstwo kotów. Chodzą po uliczkach, od czasu do czasu ktoś im rzuci coś do jedzenia, a potem urządzają sobie sjestę, układając się w łańcuszku jeden za drugim.

Mówi Pan, że ceni sobie ludzi. A co można powiedzieć o ludności tureckiej?

Jest to niewiarygodnie gościnna nacja. Sformułowanie „Gość w dom. Bóg w dom.” jest żywym przekazem. Są niesłychanie życzliwi i gościnni. Starają się tak zagospodarować przestrzeń ulicy, by zawsze można było usiąść i np. wypić herbatę. Kiedy
u nas kanapa wystawiona przed dom, wyniesionaby została na śmieci, tam stanowi wygodniejszą formę ławki. Jednak warto dodać, że bardzo dużo osób zobaczyć tam możemy z papierosami. Ale to właśnie różnorodnością kultur, olbrzymią sympatią, gościnnością i otwartością jestem zdecydowanie zauroczony.

Życzliwość? Spotkał się Pan tam z jej przejawami? 

Oczywiście.Chociażby przykład policjanta, który starał się pomóc mi znaleźć lokum na noc. Zaprowadził mnie w pewną ruderę, pod głowę kazał podłożyć cegłę. Zostałem tam, mimo, iż sam na pewno znalazłbym coś lepszego. To właśnie historia tego miejsca, to jak tam dotarłem, spodobała mi się i zostałem. Policjant musiał odjechać, ale zostawił mi kartkę, że on o tym wszystkim wie i żebym w nocy, gdyby ktoś mnie niepokoił, pokazał ją.

A co Pan powie o tureckich dzieciach?

Bardzo często znają jedynie dwa zdania po angielsku. Zadają „What’s your name? Where are you from? “ i w większości nie liczy się dla nich nawet odpowiedź,cieszą się z każdego kontaktu z obcokrajowcem. Rozrywkę znajdują sobie na ulicy. W większości mają dużo rodzeństwa, po 5- 6 sióstr czy braci. Byli bardzo zdziwieni, gdy mówiłem, że mam tylko jednego brata. 

Turcja jest państwem muzułmańskim, jednak czy panuje tam jakiś ścisły rygor wiążący się z tym wobec kobiet?

Kobiety są szanowane. Mogą zdobywać wysokie pozycje. Chociażby 20 lat temu to właśnie kobieta była szefem rządu w Turcji. W świecie islamu dozwolone jest posiadanie 4 żon. Tymczasem w Turcji jest to zabronione. Pary okazują sobie czułość i miłość na ulicznych ławkach. Noszenie chusty to decyzja kobiety i jej rodziny. Nie raz byłem pod wrażeniem jak tureckie kobiety dobierały je do swoich strojów. Zarówno do bardziej tradycyjnych, jak i nowoczesnych, niczym nie odbiegającychod naszych, europejskich.

Jeśli chodzi o świątynie? Kto możesię w niej modlić?

Przychodząstarsi i młodsi, a jeśli nie, to każdy modli się w domu. Przed wejściem domeczetu muszą zdjąć buty i umyć nogi. Nikt nie boi się zostawić butów przed świątynią, poziom przestępczości jest znikomy. Bardzo bezpiecznie się tam czułem. Kobiety również mogły tam przebywać. Jednak, gdy na co dzień chusty były dowolnym wyborem, to przed wejściem do meczetu musiały ją nałożyć. Chustybyły przed drzwiami, aby każda, która by chciała wejść, mogła ją założyć. Jednak i tak modlitwie oddawali się tylko mężczyźni, kobiety im nie towarzyszyły. 

Meczet. Czym on jest dla muzułmanina?

To wokół niego kręci się życie muzułmanina. Od miejsca modlitewnego wewnątrz świątyni, po zabawę i grę w piłkę dla dzieci na placu w pobliżu.

Wymienił Pan palenie papierosów jako uzależnienie, a jeśli chodzi o picie w barze? 

W barze nie pije się alkoholu, mężczyźni zazwyczaj grają tam w remika lub domino.

Jeśli chcielibyśmy pomówić o patriotyzmie w Turcji, to czy jest on obecny na co dzień?

Myślę, że dobrym przykładem będzie to, że w Turcji flaga jest obecna przez cały czas. Ma ona podkreślać dobrobyt kraju, jego dynamiczny rozwój. Nie jest to mała flaga upchana w rogu szyby, lecz duża, czysta, zadbana, wywieszona w widocznym miejscu.

 

Jak przygotowuje się Pan do podróży? Jest to spontaniczna decyzja?

Nastrajam się przez parę miesięcy. Czytam przewodniki, informacje internetowe, robię spis najważniejszych miejsc. Chociaż coraz mniej szukam atrakcji, preferuję mniej uczęszczane kraje, choć to nie oznacza, że nie chcę spotykać się z ludźmi. Przeciwnie. Pakuję się w jeden plecak i wyjeżdżam, najczęściej autostopem. Co do lokum, to zdarza się wygodne łóżko, ale nie raz spałem już pod chmurką.

A na czym polega wybór miejsca ?

Miejsce wybieram pod wieloma kierunkami. Między innymi patrzę na to, by kraj był atrakcyjny widokowo, ale także by był bezpieczny, gdyż jak już mówiłem, nie raz zdarza się, że muszę spać pod gołym niebem. 

A co może powiedzieć Pan o Mauretanii?

Mówiąc o kraju bezpiecznym, mogę powiedzieć, że takim krajem jest Mauretania. Jednak jej minusem jest to, że produkty, w szczególności mleczne, które są importowane w większości z Europy są tam dużo droższe niż w Polsce. Woda jest niedobra, z zagrożeniem epidemiologicznym. 

W Turcji też spotkał się Pan zdroższymi produktami i to w dodatku z bliższych nam stron?

Tam może już nie tak szczególnie uciążliwe jak w Mauretanii, ale problemem jest z kolei benzyna. Teraz kosztuje około 7 zł. Jeśli jednak mówimy o ciekawostkach z naszych stron zaobserwowanych w Turcji, to nie mogę, nie wspomnieć o tym, iż zauważyłem tam szczególny samochód - naszego polskiego malucha. 

W jakie strony chciałby Pan teraz wyjechać ?

W zeszłym roku byłem w Afryce. Nadal chciałbym utrzymać ten kierunek afrykański.

Czy podróżowanie jest drogim hobby ?

Ja podróżuję niskobudżetowo poprzez klub podróżnika. Każdy może zarejestrować się nastronie, gdzie wiele osób proponuje przenocowanie podróżników.

A czy Pan gościł kiedyś takiego podróżnika?

Tak. Racibórz nie jest duży, ale przyjechał pewien Francuz i właśnie tu szukał swoich korzeni, więc mu pomagałem. W wakacje zatrzymał się na krótko chłopak z Lublina, który jechał rowerem do Chorwacji. 

Na sam koniec prawdopodobnie niemal wszyscy chcieli otrzymać autograf od p. Leszka Szczasnego bądź zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z tym nietuzinkowym człowiekiem i zagorzałym zwolennikiem podróży.

Karolina Rusek kl. ID LO [zdjecia]

Słodko i tanecznie

           W dniu 30 listopada bieżącego roku mieliśmy przyjemność oglądać zmagania uczestników w Między szkolnym Konkursie Tańca. Uroczystość ta rozpoczęła się od złożenia życzeń wszystkim Andrzejom. Dla tych szczególnie ważnych solenizantów, czyli Pana Dyrektora Andrzeja Saganiaka, nauczyciela Pana Andrzeja Matysiaka i Andrzeja Owczarka, dwoje utalentowanych uczniów zaśpiewało wyjątkową piosenkę imieninową pt. "To on, Andrzej się nazywa…" . Po gromkich brawach prowadzący przedstawili nam wszystkich uczestników konkursu.

            Zabawę rozpoczął  pierwszy i, niestety, jedyny występ solowy Adriana Damilaka. Zatańczył on m.in. „tektonika”. Następnie para za parą, w różnych stylach i tańcach, wszyscy chcieli jak najlepiej zaprezentować swoje skomplikowane układy taneczne. Mogliśmy oglądać m.in. cza-czę, mambę, hip- hop oraz dancehall . Jednak zwycięzca mógłbyć tylko jeden, przez co jury miało naprawdę duży problem. Czas obrad i przemyśleń sędziów umilić nam miały występy muzyczne naszych szkolnych kolegów. W końcu nadszedł długo wyczekiwany przez wszystkich moment - ogłoszenie wyników.

            Pierwsze miejsce zajęła para: Dominika Szewczyk i Adrian Nijakowski, która zatańczyła niezwykle zmysłowy i romantyczny taniec jakim jest tango. Drugie miejsce należało  do Joanny Nawrotek i Sebastiana Urbaniaka, którzy pokazali nam rytmiczne, zmieszane ze sobą, tańce towarzyskie. Para z trzeciego miejsca Justyna Olejniczak i Patryk Cerk zatańczyła klasycznego walca. Uczestnicy, którzy stanęli na podium otrzymali trofea oraz nagrody rzeczowe - głośniki. Nie zabrakło również wyróżnień dla szczególnie ciekawych występów. Na zakończenie po raz pierwszy zatańczyła dla nas szkolna grupa taneczna „Amstaff”.

            Dyrektor podziękował gościom za przybycie oraz pogratulował wszystkim uczestnikom, szczególnie zwycięzcom, wspaniałych występów. 

            Wreszcie nadszedł czas na bardziej słodką część tego dnia. Na korytarzu szkolnym każda klasa ustawiła stoisko, przy którym sprzedawała ciasto. Cieszyliśmy nasze podniebienia szarlotkami, sernikami, bardziej zmyślnymi „przekładańcami” z drżącą galaretką, bądź też wysoko kalorycznymi pączkami. Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ tłum uczniów wraz z nauczycielami szybko wykupił wszystkie pyszne słodkości. Zebrane pieniądze trafiły do Samorządu Szkolnego i przeznaczone zostały na Dzień Patrona Naszej Szkoły.

            Po zjedzeniu wszystkich ciast uczniowie, choć większość niechętnie, musieli wrócić na lekcję. Jednak do końca dnia komentowano jeszcze tańce, gratulowano zwycięzcom i sprzeczano się, które z ciast było najsmaczniejsze.

 

Karolina Graczyk i Marta Szlauderbach kl. IIb LO

Aktorem być...

        W dniu 27.11.2011r. w Domu Kultury odbył się spektakl "Aktor To aktor", którego jedynym aktorem był Cezary Morawski. Na początku, w zabawny sposób, zostały przedstawione kulisy przyjazdu aktora do Łęczycy, jego potyczki w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w sprawie funduszy na dekorację do przedstawienia. Pieniędzy nie otrzymał, dlatego też spektakl odbył się bez scenografii. Aktor opowiedział treść przedstawienia i poprosił widownię o uruchomienie wyobraźni.

W drugiej części, nastąpiło przedstawienie z udziałem publiczności. Aktorzy – amatorzy na scenie „grali” las, a pozostała publiczność naśladowała burzę. Najzabawniejsze było to, kiedy widownia musiała sobie wyobrazić wielki mur (z dwóch cegieł), wieżę
(z czerwonego wiadra) i „zobaczyć” w niej księżniczkę. Widzowie zdecydowali, że miała włosy koloru blond. Natomiastw trzeciej części Pan Morawski przedstawił, jak wygląda egzamin do szkoły teatralnej, ćwiczenia warsztatowe młodego aktora oraz wyjaśnił zgromadzonym czym może być pokusa zagrania w filmie.

W części finalnej spotkania aktor pokazał różne warianty śmierci na scenie. Umierał na polu walki, w pojedynku i samotnie w pokoju.

Przedstawienie Aktor To aktor  ogromnie mnie zaciekawiło i rozbawiło. Zawierało elementy komediowe, dramatyczne, ale przede wszystkim w przystępny sposób pokazywało pracę aktora i związane z nią problemy, uczucia i emocje. Cezary Morawski zaś pokazał, że jest świetnym aktorem, bardzo ekspresyjnym. Zasłużenie otrzymał gromkie brawa.

Alicja Albin kl. IIB LO

Młodzież o HIV i AIDS

            Była środa 23 listopada. Kiedy rozpoczęła się trzecia godzina lekcyjna wszyscy uczniowie wraz z nauczycielami zeszli na salę gimnastyczną, aby obejrzeć przedstawienie przygotowane przez p.Wiolettę Dudzińską, p. Panią Dorotę Kuletę i p. Halinę Andrzejczak. Dotyczyło ono chyba największego problemu XXI wieku – HIV i AIDS. Tym razem w rolach aktorów mogli się sprawdzić: Ireneusz Walczak, Mirosław Sztendel, Joanna Nawrotek, Angelika Kaźmierczak i Anna Urawska. 

            Najważniejszą postacią był Andrzej, w którego wcielił się Ireneusz Walczak. Odebrany on został jako osoba, która gdy tylko napotyka na przeszkodę poddaje się. Niegdyśbył to wesoły chłopak, czerpiący z życia pełnymi garściami. Po odebraniu wyników stwierdzających o nosicielstwie - człowiek obwiniający o wszystko otoczenie i dziewczynę (Joanna Nawrotek), przez którą został zarażony. Andrzej miał problem z zaakceptowaniem sytuacji, w której się znalazł. Nie wiedział czy jego bliscy będą go wspierać, czy odsuną się od niego. W pogodzeniu się ze swoim losem pomagał mu psychoterapeuta (Mirosław Sztendel), dzięki któremu przestał widzieć życie w czarnych barwach.

            Kiedy przedstawienie dobiegło końca, głos zabrał przybyły gość, doktor Jakub Niedomagała. Przybliżył on zebranej młodzieży, że świat osoby seropozytywnej nie musi kończyć się wraz z odebraniem wyników. Człowiek może żyć z HIV przez wiele lat, a AIDS wcale nie musi się u niego rozwinąć. Ludzie różnie mogą reagować na wiadomość o swoim zarażeniu. Niektórzy poddają się, sądząc, że życie nie ma dla nich już sensu, że wirus to najgorsze co im się przydarzyło. Dla takich osób ważne jest, aby znaleźli wsparcie jeśli nie u przyjaciół i rodziny, to u psychoterapeuty, który jak w przypadku Andrzeja pomógł mu zrozumieć, że to nie definitywny koniec. Inne osoby walczą, przyjmując leki. Mogą mieć nawet zdrowe dzieci.

            Przedstawienie trwało około godziny. Widzów bardzo urzekła postać grana przez Ireneusza Walczaka, który bardzo się w nią wczuł. Na uznanie zasługują także inne osoby biorące udział w tym przedsięwzięciu. Zarówno uczniowie jak i nauczycielki. Bez ich zaangażowania i trudu jaki włożyli podczas prób przedstawienie by się nieudało. Ta tragiczna historia powinna uświadomić młodzieży, że każdy krok stawiany przez nią w życiu ma swoje konsekwencje. 

            Magdalena Ryk Kl. ID LO [zdjecia]

Czy warto pójść do więzienia?

   

            Piątek 18 listopada był zapewnekolejnym zwykłym dniem dla większości uczniów naszej szkoły, ale nie dla klasy ID LO. To właśnie ona wraz ze swoim wychowawcą p. Maciejem Szemingiem uczestniczyła w zajęciach mundurowych zorganizowanych tym razem na terenie byłego więzienia w Łęczycy, a nie jak dotychczas w jednostce w Leźnicy. Kiedy minęły kolejno pierwsze trzy godziny lekcyjne, uczniowie z opiekunem udali się w drogę. 

Na miejscu zapytani przez funkcjonariuszy, od którego bloku w zakładzie chcą zacząć odpowiedzieli jak jeden mąż, że od pierwszego. W jednym z pomieszczeń, które zobaczyli znajdowały się łóżka i telewizor, na ścianach przyklejone były plakaty z nagimi kobietami oraz wizerunek Jezusa. Przy okazji zwiedzania jedna z uczennic przeczytała fragment pewnej książki, dotyczący historii więziennictwa naterenie Łęczycy. Uczniów szczególnie zachwyciła więzienna kaplica, której ściany zdobione były różnego typu malunkami o tematyce religijnej. Wyglądały one jakby wykonali je zawodowi malarze, którzy ukończyli prestiżowe szkoły artystyczne, a nie skazańcy.

Funkcjonariusze, którzy oprowadzali klasę mundurową po więzieniu zaprowadzili ją do tzw. izolatki. Ci, którzy się nie bali i byli oczywiście chętni, zostali w niej zamknięci. Była to okazja, aby sprawdzić czy faktycznie ściany izolatki nie przepuszczają dźwięków. Niestety tego mitu nie udało się obalić. Ich głośnych krzyków niebyło słychać. Jedna z uczennic po wyjściu z izolatki miała pozatykane palca miuszy. Można było z tego wysunąć wniosek, że hałas, który rozchodził się popomieszczeniu, był faktycznie ogromny, a dzięki opowieściom zamkniętych tam osób, że najbardziej piszczały dziewczyny. Dla jednych pobyt w izolatce był naprawdę niesamowitym przeżyciem, które zapamiętają na długo, a drugich przyprawił tylko o ból głowy.

Po obejrzeniu całego wnętrza byłego zakładu karnego uczniowie i wychowawca zostali oprowadzeni przez funkcjonariuszy po jego terenie. Mogli w ten sposób przekonać się jak trudno było uciec skazanym, którzy byli stale obserwowani. Nikt nie miał prawa zbiec i nie miał przede wszystkim takiej możliwości. Nawet gdyby próbował, zostałby natychmiast zastrzelony.

Zajęcia zakończyły się po godzinie 12. Wszystkie osoby, które w nich uczestniczyły na pewno wspominać je będą długi czas, przede wszystkim dlatego, iż w pełni odczuły, że nie wartopopełniać błędów, za które można stracić wolność. Bo do więzienia warto trafić, ale tylko na chwilę. Z klasową wycieczką!

Magdalena Rykkl. ID LO [zdjęcia]     

Otrzęsiny klas pierwszych

Przez cały tydzień przygotowywaliśmy się do tego niecodziennego wydarzenia. Ja i moja klasa. Nie mogliśmy w końcu dać plamy!!! Znaliśmy tylko dwie konkurencje. Nasz „człowiek lasu”, którym był Maciej Kołakowski wyglądał naprawdę wspaniale! Futerko, szyszki we włosach i maseczka błotna na twarzy i rękach. Był naprawdę oryginalny… Próby zaśpiewania piosenki były bardzo nieporadne. Dobrze, że pozostawał nam jeszcze weekend.
W poniedziałek mieliśmy jeszcze dwie godziny do występu. Postanowiliśmy wykorzystać je na próbę. Dziewczyny pomogły Maćkowi przebrać się
w kostium. My, jeszcze raz przećwiczyliśmy nasz występ. Tym razem wyszło znakomicie.
W końcu nadszedł moment ostateczny. Poszliśmy na salę gimnastyczną i usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Czekaliśmy. Dało się wyczuć wszechobecną tremę. I wreszcie… Prowadzący przedstawili organizatora, którym, jak się okazało, był Samorząd Uczniowski z opiekunami
p. Maciejem Kazimierskim i p. Magdaleną Koperską oraz klasa II A LO. Poznaliśmy również skład jury. Zostaliśmy wywołani do pierwszej konkurencji. Maciej spodobał się publiczności. Trochę mniej sędziom. Zdziwiło nas to, no ale cóż… Jak powszechnie wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Należało się postarać w następnej konkurencji. Piosenka była przez nas dobrze przygotowana. A jednak zdarzył mi się mały błąd. Zapomniałem tekstu. Starałem się zaimprowizować. Najważniejsze, że publiczności się podobało. Jednak znowu zostaliśmy skarceni przez sędziów. Pozostałe konkurencje wypadły trochę „blado” w naszym wykonaniu. Uważam, że wynik nie przedstawia jednak faktycznego stanu rzeczy.
Później odbyło się ślubowanie. Martyna Jóźwiak, w zastępstwie za naszą przewodniczącą Martę Zajmę złożyła w naszym imieniu przysięgę. Trzeba przyznać, że trochę było jej ciężko. W końcu to niemożliwe, aby wypełnić te wszystkie zalecenia. Chyba, że ze zgiętymi palcami. Nauczyciele też ślubowali. Oni na pewno nie dotrzymają słowa. A szkoda!
Myślę, że najważniejsze nie było zwycięstwo. W pierwszej kolejności dobra zabawa i rozśmieszenie publiczności. To na pewno nam się udało. Dlatego uważam, że spełniliśmy naszą rolę w tym wyjątkowym dniu.

Dawid Kowalczyk Ia LO

Przekroczenie progów szkoły z uśmiechem, czyli sprawozdanie z
„Otrzęsin Klas Pierwszych”

Na trzeciej i czwartej godzinie lekcyjnej w dniu 7 listopada 2011 roku w naszej szkole odbyły się „Otrzęsiny Klas Pierwszych”. Wzięły w nich udział wszystkie pierwsze klasy, które w tym roku rozpoczęły naukę w Zespole Szkół im. Jadwigi Grodzkiej w Łęczycy.
Otrzęsiny zostały zorganizowane przez Samorząd Uczniowski pod nadzorem jego opiekunów: p. Magdaleny Koperskiej, p. Macieja Kazimierskiego oraz we współpracy z klasą II ALO. Cała społeczność uczniowska wraz nauczycielami na tę okoliczność zgromadziła się w sali gimnastycznej. W skład jury oceniającego występy uczniów weszli:
• p. Sylwester Graczyk, który jest honorowym członkiem Samorządu Uczniowskiego
• p. Bogumiła Sadokierska, która jest wychowawcą poprzednich zwycięzców, czyli obecnej klasy II TIN
• Krzysztof Bartczak, który został oddelegowany jako przedstawiciel społeczności uczniowskiej
Klasy musiały wziąć udział w pięciu wyczerpujących konkurencjach. Pierwsze dwie zobligowały do wykazania się inwencją twórczą. Chodziło o stworzenie postaci człowieka lasu oraz wykonanie parodii dowolnie wybranej piosenki. Pozostałe konkurencje do dnia zawodów były owiane ścisłą tajemnicą. Trzecią konkurencją były zawody taneczne. Dwie osoby z każdej klasy musiały zatańczyć do wylosowanego układu muzycznego. Wśród nich można było znaleźć tak bardzo kultowe jak np. z filmu Dirty Dancing czy Dirty Dancing 2. Czwarta konkurencja to już bardziej konkurencja sportowa. Jedna osoba biegnie do stolika, przy którym stoi szklanka mleka ze słomką. Wypija je i wraca do drużyny. Dwie pozostałe osoby mają zasłonięte oczy, a jedna z nich karmi drugą kiślem. Po ,,uczcie’’ osoba, która wypiła mleko biegnie do prowadzących imprezę, aby odpowiedzieć na pytania, które dotyczą naszej szkoły. Ostatnia konkurencja to trafienie do trzech butelek długopisem zawieszonym na ogonku w jak najkrótszym czasie.
Również młodzi nauczyciele w składzie:
• p. Renata Bulewicz – Garstka
• p. Iwona Antczak
• p. Arkadiusz Grzelak
musieli wykazać przed wszystkimi znajdującymi się na sali swoimi umiejętnościami. Niełatwe mieli zadanie, mianowicie przeliterować następujące wyrazy: dźwiękonaśladownictwo, lumpenproletariat, wyrewolwerowany i wyindywidualizować się. Uważamy, że udało im się wkupić w łaski zarówno uczniów, jak i innych nauczycieli, którzy przez cały czas przyglądali się naszym zmaganiom.
Następnie odbyło się ślubowanie przedstawicieli klas pierwszych i wychowawców. Wszyscy mamy nadzieję, że to, o czym starali się nas przekonać, ziści się.
Gdy impreza chyliła się ku końcowi jury postanowiło ogłosić wyniki. Zwyciężyła klasa I BLO, która zgarnęła czek na 150 złotych. Drugie miejsce przypadło klasie I DLO – 100 złotych, a trzecie - klasie I TEE, która otrzymała w nagrodę 50 złotych.
Moim skromnym zdaniem „Otrzęsiny pierwszoklasistów” wypadły fantastycznie. Uważam, że w szeregi uczniów Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej nie dostały się ,,koty w worku’’. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku będziemy się równie fantastycznie się bawić.

Dawid Kowalczyk kl. I ALO

Czy pierwszaki miały powód by się trząść?

7 listopada 2011 roku miało miejsce wydarzenie długo oczekiwane przez uczniów klas drugich, trzecich i czwartych, niekoniecznie pierwszaków, mianowicie OTRZĘSINY KLAS PIERWSZYCH . Tego dnia młodzież, która we wrześniu pierwszy raz przyszła do Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej
w Łęczycy, mogła stać się jej prawowitymi uczniami. Jednak zanim to nastąpiło, musiała zdać egzamin na pierwszaka.
O godzinie 9:45 wszyscy zebrali się w sali gimnastycznej, by móc oglądać zmagania pierwszoklasistów w różnych konkurencjach.
 Nie zabrakło również jury w składzie: p. Bogumiła Sadokierska, p. Sylwester Graczyk i przewodniczący Samorządu Uczniowskiego Krzysztof Bartczak z klasy III TEK.
Dla „kociaków” przygotowano pięć zadań. Dwa z nich wymagały wcześniejszego przemyślenia. Były to: przebranie ucznia za „człowieka lasu” oraz stworzenie parodii piosenki. Z tymi zmaganiami najlepiej poradziły sobie klasy I BLO i I DLO zdobywając dużą liczbę punktów. Pozostałe konkurencje były niespodzianką i trzeba było działać spontanicznie. Uczniowie musieli naśladować tańce z filmów lub programów telewizyjnych, np. : Dirty Dancing czy You can dance. Do zadań specjalnych należały: wypicie mleka, zjedzenie kisielu i udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Kolejna bardzo interesująca konkurencja to włożenie, w ciągu minuty, długopisu do trzech butelek. Przedmiot ten zawieszony był na prowizorycznym ogonie wykonanym z tkaniny. Oczywiście zabronione było używanie rąk.
Jury, po długich i burzliwych obradach, wyłoniło trzech zwycięzców. Pierwsze miejsce i nagrodę w wysokości 150 zł otrzymała klasa I BLO. Drugie miejsce z minimalnie mniejszą ilością punktów i nagrodę o wartości 100zł zdobyła klasa I DLO. Natomiast trzecie miejsce zajęły ex aequo klasy I TIN
i I TEE. Jednakże nagroda była jedna, w związku z czym przeprowadzono „dogrywkę”. Przedstawiciele tych klas musieli zrobić jak największa ilość pompek w czasie jednej minuty. Bardziej wytrzymały okazał się uczeń I TEE i dzięki temu jego klasa otrzymała nagrodę w wysokości 50zł.
Ostatnią atrakcją tej uroczystości był „chrzest bojowy” nauczycieli, którzy w tym roku rozpoczęli pracę w szkole. Ich zadaniem było przeliterowanie słów. Okazało się to trudniejsze, niż by się mogło na pozór wydawać.
Dzień Otrzęsin Klas Pierwszych minął w pozytywnej atmosferze. Na sali panował radosny nastrój. Wśród widzów największym powodzeniem cieszyła się konkurencja związana z tańcem. Miejmy więc nadzieję, że zachowa się ona i organizatorzy imprezy będą powtarzać ją każdego roku.

Karolina Karasińska kl. I BLO

SPRAWOZDANIE Z WIZYTY KLAS MUNDUROWYCH W JEDNOSTCE WOJSKOWEJ
W LEŹNICY WIELKIEJ

Dnia 30 października 2011 r. odbyła się kolejna wizyta łęczyckich klas mundurowych w 1. Batalionie Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkiej. Tym razem przejazd był lepiej zorganizowany niż poprzednio, bowiem uczniowie do jednostki dostali się autokarem. Gdy tylko przekroczyliśmy bramę jednostki, powitał nas znany już wszystkim kpt. Piotr Męczyński, który przedstawił tematy zajęć dla poszczególnych klas. Po chwili, na miejscu zbiórki, zjawili się żołnierze, którzy mieli przeprowadzić zajęcia: dla klasy I – porucznik Dmuchowski i dla klasy II – szeregowy Wroński. Następnie zostały wydane komendy, dzięki którym podzielono ugrupowanie na dwa zwarte szyki ( I i II klasę) i tak uczniowie udali się na miejsca zajęć. Klasa I zapoznawała się z obowiązującymi stopniami Wojska Polskiego. Klasa II natomiast uczestniczyła w zajęciach na strzelnicy.
Zajęcia prowadzone były przez wspomnianego już szeregowego Wrońskiego oraz plutonowego Jaszczaka. Uczniowie zapoznali się z replikami broni typu ASG (Air Soft Gun). Wszyscy mieli możliwość wziąć broń do ręki, a ponadto wykonać pierwsze strzelanie na prawdziwej strzelnicy. Zdarzenie to było bardzo ciekawym doświadczeniem z bronią. Każda osoba przed rozpoczęciem strzelania otrzymała dwa magazynki oraz pas, do którego przypięty był worek zrzutowy przeznaczony na puste magazynki. Zadanie polegało na tym, aby trafić podczas marszu w trzy wyznaczone tarcze. Następnie należało zmienić magazynek w pozycji klęczącej i powtórzyć strzelanie cofając się. Strzelanie zainteresowało nie tylko uczniów. Ku naszemu zdziwieniu próbę wykonania tego zadania podjął wychowawca naszej klasy – prof. Cezary Maciejewski.
W oczekiwaniu aż wszyscy ukończą strzelanie, uczniowie wymieniali się wrażeniami i oglądali teren strzelnicy. Gdy uczniowie ukończyli wyznaczone zadanie, plutonowy Jaszczak, zakończył oficjalnie zajęcia, a szeregowy Wroński wydał komendę i zaprowadził klasę do miejsca, w którym stał autobus. Tam, w luźnym szyku czekała już klasa I. Po zbiórce uczniowie wsiedli do autobusu i z bagażem nowych doświadczeń, rozemocjonowani ruszyli na weekendowy odpoczynek.

Mariusz Kamiński kl. IID LO

Pracująca choć nie męcząca

Choć mało komu chce się wstać wcześnie i przyjść do szkoły szczególnie w sobotę, to jednak 22 października przybyliśmy i przekroczyliśmy szkolne progi. Na szczęście pracująca sobota nie zmęczyła natłokiem nauki.
Pełna lekcja odbyła się właściwie tylko jedna, mianowicie pierwsza. Zaraz po niej zebraliśmy się na sali gimnastycznej, by obejrzeć przedstawienie poświęcone pamięci Jana Pawła II, a przygotowane przez p. Magdalenę Koperską. To dzięki uczniom naszej szkoły, którzy się zaangażowali mogliśmy przypomnieć sobie jak ważną osobą był, jest i będzie Karol Wojtyła. Nie przypadkowo termin ten został wybrany właśnie na takie przedstawienie. Bowiem to właśnie na 22 października przypada wspomnienie papieża Polaka.
Gdy powróciliśmy do klas, praktycznie kończyła się już trzecia godzina lekcyjna, tak więc ominął nas ostatni możliwy tego dnia stres. Niedługo po godzinie 10tej wyruszyliśmy wraz z nauczycielami przed Starostwo Powiatowe. Tego dnia obchodziliśmy święto Hubertus, dzień poświęcony myśliwym. Tam znajdowały się stragany, stoiska promujące różnorodne rekwizyty. Nasza szkoła zaprezentowała się również od strony artystycznej. Mogliśmy obejrzeć przedstawienie z udziałem kolegów i koleżanek z naszej szkoły. Hubertus przyniósł również naszemu uczniowi niespodziankę. Jakub Bończak z klasy 1dLO został wyróżniony w konkursie na najładniejszy karmnik dla ptaków, w związku z czym otrzymał atlas poświęcony owadom. Miejmy nadzieję, że lektura przyda się w nauce. W końcu kto wie, co będzie potrzebne na dalsze lekcje biologii.

Karolina Rusek kl. 1dLO

"Nie ma lepszego od Jana Pawła II", czyli sprawozdanie z uroczystości
ku pamięci Papieża Polaka, a także obchodów Hubertusa w Łęczycy.

22 października 2011 roku, tj. sobota, zdawał się być pechowym dniem dla naszych uczniów oraz nauczycieli, bowiem wiązał się z porzuceniem weekendowego odpoczynku na rzecz ponownego zawitania w szkolnych progach. Miało to jednak niewiele wspólnego z wieloma godzinami spędzonymi w ławce, gdyż już na drugiej lekcji udaliśmy się na salę sportową, gdzie odbyła się skłaniająca do zadumy uroczystość ku pamięci cenionego przez wszystkich papieża Jana Pawła II.
"Dłonie są krajobrazem serca". Powitały nas właśnie te słowa Karola Wojtyły i górowały nad naszymi głowami przez cały czas trwania wydarzenia, podobnie jak wyświetlane w tle slajdy przedstawiające między innymi fotografie papieża
z okresu młodości, ale także obrazujące pełną smutku sytuację w kraju po jego odejściu. Melancholijną atmosferę pogłębiały dźwięki utworu Dżemu pt. "Zapal świeczkę". Wkrótce na scenie pojawił się nasz kolega Sebastian Urbaniak (1DLO) jako prowadzący programu "Wspomnienie o Janie Pawle II", podczas którego poznaliśmy relacje osób mających okazję do spotkania z Karolem Wojtyłą (chociażby księdza R. Rosiaka, filmującego od wielu lat życie Kościoła)- w tych rolach również pojawili się uczniowie naszej szkoły. W przerwie na program Inez Olczak (1BLO) zaprezentowała nam swoje umiejętności wokalne, z kolei Justyna Basińska (IIALO) przeprowadziła wśród publiczności sondę na temat tego, czego nauczyliśmy się od papieża. "Nauczył nas, że musimy od siebie wymagać, nawet gdyby inni od nas nie wymagali (...)" , "Był kimś, kto potrafił kochać każdego człowieka, bez względu na pozycję społeczną czy kolor skóry", "W sercu zawsze pozostaną nam Jego żarty i fakt, że zawsze był uśmiechnięty"- słuchaliśmy
z uwagą. Po wypowiedzi kolejnego gościa "Wspomnień..." ponownie przyszedł czas na chwilę muzyki. 'Nie ma lepszego! Od Jana Pawła II!' - śpiewała ponownie koleżanka z 1B, tym razem w duecie z Patrycją Kiełbik (1CLO) oraz towarzyszącą im Asią Nawrotek (IIALO), która zaimponowała nam swoimi umiejętnościami beatbox'u i jednocześnie nadała utworowi niecodzienny klimat. Nie był to wcale koniec wydarzeń muzycznych, bo już po opowieściach dzieci i młodzieży o ich spotkaniach z Janem Pawłem, a jednocześnie na ukoronowanie uroczystości do Inez dołączył uzdolniony także wokalnie Sebastian i wspólnie wykonali utwór skomponowany przez Piotra Rubika, a mianowicie "Habemus Papam". Następnie dyrektor szkoły, pan Andrzej Saganiak, wyraził swój podziw dla młodych artystów oraz podziękował za przygotowanie akademii. Myślę, że nikt nie żałował pojawienia się na tej uroczystości.
Nie był to koniec wydarzeń tego dnia. Co prawda po akademii udaliśmy się na trzecią lekcję, lecz zaraz po niej, podobnie jak i reszta szkół średnich
w naszym mieście, wyruszyliśmy z nauczycielami- opiekunami, na łęczycki rynek, aby uczestniczyć w zorganizowanych przez Starostwo Powiatowe
V Obchodach Dnia św. Huberta, patrona myśliwych, leśników i jeźdźców. Z tej okazji odbyły się pokazy psów gończych (na których swoich czworonożnych przyjaciół prezentowała także p. Ilona Śleboda, ucząca w naszej szkole biologii) oraz ptaków drapieżnych czy koncerty muzyki myśliwskiej. Scena otoczona była licznymi straganami, zapełnionymi pysznymi przekąskami, wyrobami artystów z Łęczycy i okolic oraz stoiskami, których celem było propagowanie nie tylko zdrowej żywności, ale zarazem ochrony środowiska naturalnego oraz zwierząt (Pojawiło się oczywiście
i stoisko Zespołu Szkół im. Jadwigi Grodzkiej, na którym prezentowane były działania ekologiczne prowadzone przez uczniów i nauczycieli). Nie mogło naturalnie zabraknąć jeźdźców. Piękne, imponujące były także stroje niektórych uczestników, którzy sprawiali wrażenie, jak gdyby przybyli na to święto prosto z XVI-XVII wieku, było zatem niezwykle klimatycznie. Muszę też wspomnieć, że była to świetna okazja do spotkania znajomych oraz przyjaciół z gimnazjum, uczęszczających aktualnie do innych łęczyckich szkół, czas spędziliśmy więc w bardzo dobrym nastroju.

Paulina Kowalska, kl. 1aLO

Cóż tam, panie w polityce?
Słów kilka o wyjeździe uczniów do Sejmu RP

17 października, poniedziałek. Piękny, słoneczny, lecz rześki poranek. Klasy: IIIB LO, III TEI, częściowo IIIA LO, odbyły wyczekiwaną podróż autobusem turystycznym do stolicy. Wschodzące słońce sprawiało, że mrużyliśmy zaspane jeszcze oczy, ale też dodawało blasku naszym twarzom
 Miejsce zbiórki miało miejsce przy kościele pod wezwaniem św. Andrzeja w Łęczycy. Organizatorzy wycieczki i zarazem opiekunowie ustalili o godzinie 7.30 odjazd, biorąc pod uwagę możliwe utrudnienia w ruchu na ulicach Warszawy. Atmosferę męczącej i monotonnej podróży od czasu do czasu rozweselały opowiadane przez podróżujących anegdoty. Miały na nią wpływ również rozmiary autobusu – wyższe osoby niekiedy narzekały na brak
w miarę komfortowych warunków. Niektórym senną podróż przerwał postój spowodowany złym samopoczuciem jednego z uczniów technikum.
Po kilkuminutowej przerwie mogliśmy ruszyć w dalszą drogę, na szczęście, wszystko było z nim dobrze. Twarz naszego kolegi w końcu nabrała rumieńców. Kontynuacja podróży odbyła się bez przeszkód. Mieliśmy także krótki czas na rozprostowanie kości.
Gdy przybyliśmy do celu, z radością przywitaliśmy Warszawę. W pierwszej kolejności spacerowaliśmy po terenie Sejmu RP. Kilkakrotnie jednak zostaliśmy upomnieni przez Straż Marszałkowską o zakazie samowolnego przemieszczania się w obrębie kompleksu budynków Sejmu.
Na wejście należało czekać pół godziny. Procedury wymagały pozbycia się wszelkich metalowych rzeczy (oczywiście prócz paska od spodni
i biżuterii). Wkrótce przyłączyła się pani przewodnik. Wprowadziła nas do powszechnie znanej Sali Posiedzeń, przedstawiła historię obrad sejmowych oraz wskazała na poszczególne elementy sali plenarnej. Każdy mógł zobaczyć, choć z dalekiej odległości, krzesła poselskie, laskę marszałkowską, trybunę sejmową, miejsce na którym zasiada Prezes Rady Ministrów, marszałkowie i w specjalnych okolicznościach również Prezydent.
Zwiedziliśmy poza tym bogato zdobioną Salę Kolumnową z bardzo pięknymi kryształowymi kandelabrami.
Niekłamane zainteresowanie pośród niektórych wzbudził widok posłów udzielających wywiadów dziennikarzom w obecności kamer. Kto wie?
Być może i my znajdziemy się w telewizji? To co dotąd widzieliśmy tylko na ekranie telewizora, mogliśmy ujrzeć na żywo. Niestety. Zwiedzanie nie trwało zbyt długo. Nasz pobyt w Sejmie trwał zaledwie godzinę.

Krzysztof Piotrowski
Klasa IIIB LO

O DNIU EDUKACJI NARODOWEJ… PRAWIE WSZYSTKO

14 października bieżącego roku w Zespole Szkół im. Jadwigi Grodzkiej w Łęczycy obyło się święto Edukacji Narodowej, znane powszechnie jako Dzień Nauczyciela. Na tę uroczystość zostali zaproszeni również goście specjalni.
O 900 wszyscy zebrali się na sali. Jako pierwszy głos zabrał Pan Dyrektor, który miło i serdecznie powitał grono nauczycielskie, uczniów oraz gości. Nauczyciele dziękowali za otrzymane prezenty i wyróżnienia, a goście za zaproszenia. Na koniec dyrektor przypomniał, że wszyscy możemy już wchodzić do szkoły po nowych schodach. Przez cały ten czas towarzyszyła nam myśl przewodnia uroczystości ,,GŁÓWNYM CELEM EDUKACJI JEST NIE NAUKA, LECZ ROZBUDZANIE DUCHA’’ , która jak wszyscy zauważyli, z upływem czasu zgubiła kilka literek.
Kolejnym punktem akademii było przedstawienie, które miało pokazać nam w zabawny sposób skąd właściwie wziął się nauczyciel. Okazało się, że nim trafił do ,,Grodzkiej’’ wędrował z nieba do piekła, aż po ziemię łęczycką. I czym może różnić się nasza szkoła od tych pozaziemskich? Na pewno ogromną ilością regulaminów, przepisów i innych ważnych dokumentów, które trzeba przeczytać oraz oczywiście… pięknymi schodami. Całe to wydarzenie było kamerowane przez jednego z naszych kolegów. Dzięki jego staranności i dokładności, zapewne każdy z uczniów oraz nauczycieli znalazł się na nagraniu.
Po zakończeniu tej niezwykłej uroczystości był jeszcze czas na życzenia, rozdanie kwiatów i grzecznościowe wymiany uśmiechów. Uczniowie starali się nie zapomnieć o żadnym nauczycielu, bo przecież im milsza atmosfera, tym mniej niezapowiedzianych kartkówek.


Marta Szlauderbach i Karolina Graczyk kl. IIB LO

Era Edukacji

Nauka to potęgi klucz. To zdanie szczególnie przewijało się przez piątkowe przedpołudnie. 14 października zarówno uczniom, pracownikom szkoły jak i rodzicom kojarzy się z jednym – z dniem Edukacji Narodowej. Tuż przed godziną 9 można było dostrzec rozbieganych po całej szkole uczniów
z kwiatami dla swych nauczycieli.
Już chwilę później wszyscy zebrani na sali gimnastycznej uważnie wsłuchiwaliśmy się w treść akademii. Oczywiście nie obyło się bez powitania gości. Swą obecnością zaszczycili ndsp. Agata Biedrzycka, reprezentantka Komendy Powiatowej Policji w Łęczycy, dowódca I Dywizjonu Lotniczego im. Ziemi Łęczyckiej w Leźnicy Wielkiej - ppłk Ryszard Kowalczyk, porucznik Sławomir Błaszczyk oraz zastępca dyrektora Zakładu Karnego w Garbalinie – mjr Paweł Kuciński. Nie zabrakło również prezesa OSP w Łęczycy –p. Krzysztofa Graczyka, kierownika Wydziału Oświaty, Kultury, Zdrowia i Pomocy Społecznej –p. Edwarda Banasika, a także przewodniczącego Komisji Oświaty w Radzie Powiatu Łęczyckiego, a zarazem prezesa Zarządu Rejonowego PCK w Łęczycy- p. Henryka Wójcika. Razem z nami świętowali także rodzice oraz emerytowani nauczyciele i pracownicy administracji
i obsługi.
Nauczyciele zasługują na uznanie za pracę i nauczanie nas. W trakcie apelu zostaliśmy zapoznani z przydzielonymi nagrodami dla naszych pedagogów. Na nagrodę dyrektora zapracowali sobie: p. wicedyrektor Krystyna Tomczak, p. Halina Bobrowicz - Solińska, p. Wioletta Dudzińska,
p. Magdalena Koperska, p. Dorota Kuleta, p. Małgorzata Mazur, p. Patrycja Szalkowska - Śliwińska, p. Andrzej Matysiak, p. Artur Stroński. Natomiast na nagrodę starosty zasłużył sobie p. Cezary Maciejewski. Nagrody nie ominęły oczywiście pracowników administracji i obsługi. Otrzymały je również p. Renata Krzyżaniak, p. Bogumiła Kozłowska, a także p. Marzena Saganiak.
W czasie akademii zostały przekazane nam informacje dotyczące szkolnych wyborów. Dowiedzieliśmy się, iż Rzecznikiem Praw Ucznia po raz kolejny został – p. Artur Stroński, natomiast Opiekunem Szkolnego Samorządu Uczniowskiego u boku działającej p. Magdaleny Koperskiej będzie teraz p. Maciej Kazimierski. Zaś uczniowie wytypowani do samorządu to Krzysztof Bartczak III TEK, Sebastian Zieliński II TIN oraz Agnieszka Olejniczak I CLO. Sławą i uznaniem wśród uczniów cieszyć się może przede wszystkim jednak p. Artur Stroński. Oprócz mianowania na funkcję Rzecznika uczniów zasłużył sobie na miano najlepszego nauczyciela. Dom Kultury organizując konkurs na najlepszego nauczyciela zadbał także o przyznanie nagrody wylosowanemu uczniowi, który wziął udział w głosowaniu. Szczęśliwcem okazał się pierwszoklasista- Michał Stolarczyk.
W takim dniu nie obyłoby się bez części artystycznej. Całość akademii prowadzili uczniowie kl. II ALO- Piotr Stolarczyk wraz z Magdaleną Nijakowską. Młodzież z klas III TEK i IIA LO pod nadzorem p. wicedyrektor Mirosławy Cerk i p. Agnieszki Pisarkiewicz przedstawili nam swoją wizję szkoły w niebie, piekle i na ziemi. Myślę, że w każdym z tych typów mogliśmy odnaleźć część naszej codzienności. Szkolne życie obrócone w żartobliwy przekaz nie zniechęcało nas i nie nużyło lecz przykuwało uwagę. Dzień Edukacji Narodowej to święto wszystkich, którzy mają do czynienia ze szkołą, nauczaniem, czy wiedzą. Wspólnie spędzone święto pozwoliło nam wszystkim oderwać się na chwilę od obowiązków, napiętych programów i spokojnie podziękować sobie za nieustającą współpracę.

Karolina Rusek kl. I DLO

Praca w samorządzie jest raczej trudna… - wywiad z A. Olejniczak

Z Agnieszką Olejniczak, uczennicą klasy IC Liceum Ogólnokształcącego rozmawiał Dawid Kowalczyk.

Dawid Kowalczyk: Dlaczego zdecydowałaś się kandydować do Samorządu Szkolnego?
Agnieszka Olejniczak: Klasa chciała, abym wystartowała. Uznaliśmy, że będę godnie ich reprezentować na forum szkoły.
D. K.: Czy odczuwasz jakieś zmiany po objęciu nowej funkcji?
A. O.: Nie, nie czuję żadnych zmian. Wszyscy traktują mnie tak samo jak przed tym, gdy zostałam wybrana.

D. K.: Spodziewałaś się wygranej?
A. O.: Nie, nie liczyłam na wygraną, kompletnie się tej nominacji nie spodziewałam. Jestem dopiero w pierwszej klasie, a co się z tym wiąże sądziłam, iż jestem osobą mało znaną.
D. K.: Jak sądzisz, czym zjednałaś sobie poparcie uczniów?
A. O.: Myślę, że moje pozytywne nastawienie do innych mogło zadecydować o wygraniu wyborów. Na co dzień staram się być uśmiechnięta i wszystkim pomagać. Uważam, że to też mogło mieć wpływ na decyzje wyborców.
D. K.: Myślisz, że zazdroszczą Ci stanowiska?
A. O.: Wydaje mi się, że nie. Praca w samorządzie jest raczej trudna. Spotkałam się już z pierwszymi prośbami moich rówieśników.
D. K.: Jakie to były prośby?
A. O.: Niektórzy prosili mnie, abym porozmawiała z dyrektorem na temat klapek. Oni uważają, że powinny być zniesione, gdyż wygodniej, bezpieczniej i cieplej jest nosić trampki, do których każdy z nas jest przyzwyczajony.
D. K.: A czy masz już jakieś pomysły, które można zrealizować?
A. O.: Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Na razie skupiam się na organizowaniu otrzęsin szkolnych, które odbędą się już wkrótce. I na które już dziś serdecznie zapraszam.
D. K.: Bardzo dziękuję Ci Agnieszko za rozmowę.
A. O.: Mnie również było bardzo miło.

W życiu trzeba być przede wszystkim człowiekiem…- Wywiad z p. M. Kazimierskim

Z panem Maciejem Kazimierskim, przewodniczącym Samorządu Szkolnego i nauczycielem języka rosyjskiego w Zespole Szkół im. Jadwigi Grodzkiej rozmawiał Dawid Kowalczyk.

Dawid Kowalczyk: Dlaczego zdecydował się Pan kandydować na przewodniczącego Samorządu Szkolnego?
Maciej Kazimierski: Tak naprawdę moja kandydatura została zgłoszona przez uczniów, a ja z pokorą ją przyjąłem. Nie protestowałem.
D. K.: Czy coś się zmieniło w Pana życiu po objęciu nowej funkcji?
M. K.: Na pewno mam więcej obowiązków. Będziemy w końcu organizować wiele różnych imprez szkolnych. W najbliższym czasie, dokładnie 7 listopada odbędą się Otrzęsiny klas pierwszych.
D. K.: Spodziewał się Pan wygranej?
M. K.: Oczywiście, że nie. Jako nauczyciel języka obcego nie uczę wszystkich klas. Nie mam takiej siły przebicia jak nauczyciele uczący całe klasy. Tym bardziej zaskoczyły mnie wyniki tych wyborów.
D. K.: Myślę, że nie wszyscy znają zadania przewodniczącego samorządu. Czy mógłby je nam Pan przybliżyć?
M. K.: Jest to oczywiście praca nad organizacją różnorodnych imprez szkolnych, mających na celu integrację społeczności szkolnej.
D. K.: A czy ma Pan już jakieś pomysły, które można by było wcielić w życie? Uchyli nam Pan rąbka tajemnicy?
M. K.: Tak naprawdę nie wdrożyłem się jeszcze w to stanowisko. Chciałbym na pewno kontynuować pracę swojego poprzednika. Nowe rzeczy w zależności od potrzeb.
D. K.: Jak Pan sądzi, czym zjednał sobie poparcie uczniów?
M. K.: To pytanie należałoby zadać uczniom. Zawsze powtarzano mi, głównie na studiach, że w życiu zawodowym niezależnie od tego jakie stanowisko się zajmuje, na pierwszym miejscu trzeba być człowiekiem, a dopiero później dyrektorem, szefem czy nauczycielem. Niektórzy z moich podopiecznych mówią mi jednak, że jestem skromny i mam poczucie humoru. Może mają rację?
D. K.: Jak ocenia Pan pracę swojego poprzednika?
M. K.: Myślę, że była to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Jego praca na stanowisku przewodniczącego zasługuje na wysokie uznanie. Świadczy o tym fakt, że pracował przez dwie kadencje.
D. K.: Chciałby pan być przewodniczącym tak długo jak pan Sylwester Graczyk?
M. K.: Chciałbym również cieszyć się takim uznaniem jak pan Graczyk. Jeśli po czterech latach uczniowie uznają, że sprawdziłem się na tym stanowisku i nie zawiodłem ich zaufania, chciałbym kontynuować powierzoną mi funkcję.
D. K.: Bardzo dziękuję Panu za rozmowę.
M. K.: Mnie również było miło. Oczywiście na koniec chciałbym podziękować za zaufanie wszystkim uczniom, którzy oddali na mnie głos. Myślę, że nie zawiodę. Dziękuję.

Sprawozdanie z wyborów do Samorządu Uczniowskiego

Na czwartej godzinie lekcyjnej w dniu 10 października 2011 roku w naszej szkole odbyły się wybory do Samorządu Szkolnego.
Wzięło w nich udział 18 uczniów z Liceum Ogólnokształcącego i Technikum. Na opiekuna Samorządu Uczniowskiego startowało 12 kandydatów, a na Rzecznika Praw Ucznia 8 osób. Wybory miały następującą formę: należało zaznaczyć krzyżykiem jednego kandydata na każde stanowisko.
Na uroczystej akademii z okazji Dnia Nauczyciela w dniu 14 października zostały ogłoszone wyniki.
Po ośmiu latach kadencji pana Sylwestra Graczyka na fotelu przewodniczącego zastąpił go nowo wybrany pan Maciej Kazimierski. Uzyskał on największą ilość głosów – 74. Rzecznikiem Praw Ucznia z ilością głosów 127, przedłużając tym kadencję o następne cztery lata, został pan Artur Stroński. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że jest on najbardziej popularnym nauczycielem wśród uczniów, co poświadczył fakt, iż wygrał konkurs na Wyjątkowego nauczyciela. Zaznaczyć należy, że w skład Samorządu Szkolnego weszli następujący uczniowie:
• Krzysztof Bartczak – III TEK – 53 głosy
• Sebastian Zieliński – II TIN – 45 głosów
• Agnieszka Olejniczak – I CLO – 37 głosów
Żywię cichą nadzieję, że nowe władze szkoły staną na wysokości powierzonego im zadania i będą realizować cele, wynikające z pełnionej funkcji.
Bez wątpienia powinniśmy dać im trochę czasu na zapoznanie się z sytuacją wewnętrzną placówki. Jestem przekonany, że ich praca będzie owocna
i przynosząca wiele pożytku społeczności szkolnej. 

Sprawozdanie z wyjazdu do Jednostki Wojskowej w Leźnicy Wielkiej

W dniu 30 września 2011 roku uczniowie klas mundurowych brali udział w zajęciach zorganizowanych na terenie Jednostki Wojskowej w Leźnicy Wielkiej. Młodzież dojednostki dostała się piechotą. Opiekunami podczas wyprawy byli: dyrektor Andrzej Saganiak oraz wychowawcy klas I D
– Maciej Szeming i II D – CezaryMaciejewski, a także inni opiekunowie: p.Artur Stroński,p. Halina Andrzejczak,p.Wioletta Dudzińska.
Kiedy dotarliśmy na miejsce powitał nas kapitan Piotr Męczyński, który sprawnie podzielił klasy na dwa plutony (oddzielono klasę pierwszą od drugiej). Klasa pierwsza zwiedzała jednostkę, podobnie jak my rok wcześniej, zaś klasa druga miała okazję posmakować wojska w praktyce ćwicząc musztrę wojskową, którą prowadzili oficerowie: Leszczyński i Bukszyński. Zajęcia były dobrze zorganizowanei przeprowadzone na wysokim poziomie. Uczniowie mieli możliwość zapoznania sięz kilkoma elementami zgodnymi z Regulaminem Musztry Wojska Polskiego, jak np.:musztra osobista
( zwroty, występowanie z szeregu), formowanie kolumnyczwórkowej, przeprowadzanie zbiórki, a także marsz.
Zdobytą wiedzę iumiejętności uczniowie mieli okazję zaprezentować przed kapitanem Piotrem Męczyńskim, który krótką przemową oficjalnie zakończył zajęcia.
W swojej wypowiedzi poinformował nas, że na tym spotkaniu nasza przygoda zwojskiem nie zakończyła się, ponieważ Dowódca Garnizonu zobowiązał się przygotować uczniów naszej klasy do ewentualnego wstąpienia w szeregi Wojska Polskiego.Szkolenie takie będzie obejmowało zagadnienia taktyczne, z zakresu wiedzy o wojsku, jak i wypracowanie sprawności fizycznej, niezbędnej dozaliczenia testów sprawnościowych, będących jednym
z etapów rekrutacji dosłużby. A zatem szkolenie będzie zawierało szeroki i jakże ciekawy program.
Miejmy nadzieję, że w przyszłości działania te umożliwią któremuś uczestnikowi kursu realizację marzeń zawodowych.
Strony www dla firm - szybko i za darmo!